Jak smarować margaryną
Telewizja transmituje
Choć minister Dariusz Piontkowski, reptilianin, twierdzi, że szkoły świetnie sobie radzą ze zdalnym nauczaniem, wszyscy wiedzą, że to nieprawda. Telewizja Polska rozpoczęła więc nadawanie lekcji dla szkół, co byłoby pomysłem znakomitym, gdyby było to przyzwoicie przygotowane. Tymczasem przynajmniej niektóre lekcje to jest horror, który z pewnością przyniesie dzieciom więcej szkody, niż pożytku.
Ktoś widział lekcję fizyki i mówił, że niezła. Ktoś lekcję biologii i uznał, że dobra. Ktoś, kto oglądał lekcję historii, stwierdził, że cofnął się w czasie o 50 lat. Lekcje polskiego i historii sztuki (w ramach plastyki) były zwyczajnie śmiertelnie nudne. Na lekcji chemii słyszymy, że
ołów występuje na stacjach benzynowych, jest benzyna bezołowiowa
co gotów jestem uznać za skrót myślowy, nieudolne podanie dzieciom kontekstu, w którym mogły się z ołowiem zetknąć. Ale prawdziwym hitem są lekcje matematyki, czy też lekcje, które o matematykę zahaczają.
Najpierw jest lekcja o bocianie, gdzie nauczycielka nauczania początkowego myli obwód ze średnicą. Niektórzy sądzą, że to ze stresu. Otóż nie, ona się do tej lekcji przygotowała: wycięła sobie taśmę z kartonu, odmierzyła dwa metry, zaznaczyła na taśmie. Ona biedna naprawdę nie wie co to obwód, a co średnica.
Wisienką na torcie jest lekcja o liczbach parzystych. Dwie nauczycielki nauczania początkowego nieudolnie usiłują wytłumaczyć, co to są liczby parzyste:
10 jest liczbą parzystą, bo ma parę.
Myślę, że powyższe zdanie wejdzie do kanonu naszych narodowych cytatów.
Znajomi złoszczą się, że na te biedne nauczycielki wylała się fala hejtu. Mnie jest tych pań autentycznie żal, bo one się starały, bo uczyły, jak umieją, bo uczyły, jak zawsze uczą i nie rozumieją, dlaczego je to spotkało. No właśnie: uczyły, jak zawsze uczą. To są zwykłe nauczycielki, ani jakieś wybitne, ani szczególnie złe. Zwyczajne. Taka jest rzeczywistość polskiej szkoły. Epidemia COVID-19 obnaża nie tylko katastrofalny stan przygotowania naszego państwa do sytuacji nadzwyczajnych, ale także katastrofalny stan edukacji. Nieco ponad rok temu NIK biadała nad edukacją matematyczną w polskich szkołach. NIK zwróciła uwagę, że z edukacją matematyczną dzieje się coś złego na etapie wczesnoszkolnym:
Więcej niż połowa dzieci polskich – przed rozpoczęciem szkolnej edukacji – wykazuje się uzdolnieniami do nauki matematyki, a co czwarte wysokim stopniem zadatków takich uzdolnień. Po kilku miesiącach nauki w szkole większość tych dzieci przestaje manifestować swoje znakomite możliwości umysłowe. Powodem jest spychanie tych dzieci do poziomu przeciętnych uczniów. W następnych latach szkolnej edukacji tendencja ta nasila się do tego stopnia, że tylko dwoje, troje starszych uczniów w klasie wykazuje się uzdolnieniami matematycznymi.
Z pewnością jest prawdą, że pierwsze miesiące, lata szkoły zniechęcają dzieci do nauki matematyki. Nie sądzę jednak, żeby powodem było spychanie do poziomu słabszych uczniów, tym bardziej, że w innym miejscu NIK pisze, że młodzież jako jedną z przyczyn trudności w opanowaniu matematyki podaje, że materiał jest podawany zbyt szybko.
Ktoś związany z Instytutem Badań Edukacyjnych podał inne wytłumaczenie, ale nie mogę teraz odnaleźć źródła cytatu: Olbrzymia większość czynnych nauczycieli nauczania początkowego – a właściwie nauczycielek, bo jest to segment całkowicie sfeminizowany – jest z roczników, które nie zdawały matematyki na maturze. Nie musiały się jej uczyć, no to się nie uczyły, poszły na kierunek, gdzie matematyka nie jest wymagana, a teraz muszą uczyć dzieci matematyki, choć same jej nie umieją i zapewne nie lubią. Dopust Boży! Pani ucząca o bocianie naprawdę uważa, że rozróżnianie średnicy i obwodu nie jest do niczego potrzebne, mimo iż uczeń starszej klasy, który popełniłby taki błąd, dostałby jedynkę. Panie od liczb parzystych nie kojarzą podzielności przez dwa i nie przychodzi im do głowy, że grupkę dziesięciu piłeczek da się podzielić na dwie równe części, a grupki dziewięciu samochodzików nie. Takie osoby nie dość, że nikogo matematyki nie nauczą, to zniechęcą te dzieci, które mają naturalną skłonność do liczenia, rysowania figur i wykonywania prostych działań arytmetycznych.
Inaczej jest z panią, która uczy potęgowania. To nie jest nauczycielka nauczania początkowego, tylko nauczycielka matematyki. Wbrew temu, co ludzie piszą, pani nie myli się w potęgowaniu, tylko znaki jej się mieszają. I akurat to, że (-) razy (+) daje jej (+), gotów jestem uznać za pomyłkę wynikającą ze stresu spowodowanego obecnością kamery. Dość wstydliwą pomyłkę, ale tylko pomyłkę. Bardziej przeszkadza mi to, że pani mnoży liczbę ujemnom przez dodatniom. Tak, jak od pani uczącej o bocianie oczekujemy, żeby nie myliła obwodu ze średnicą, bo jest nauczycielką i odpowiada za to, co mówi dzieciom na lekcji, od pani uczącej o potęgowaniu oczekujemy, że będzie mówiła poprawną polszczyzną, bo jest nauczycielką i odpowiada za to, jak mówi dzieciom na lekcji.
Pani pomyliła się w znakach dwa razy. Drugi raz to był ten (-) razy (+), ale wcześniej po prostu zgubiła minus. A ja się, głupi, dziwuję, czemu studenci pierwszego roku nie dbają o znaki i nawiasy! Nie dbają, bo skoro nie jest to ważne dla nauczycieli, czemu miałoby być ważne dla nich? Skądinąd logika tej lekcji wskazuje, że pani miała obliczać nie -35, ale (-3)5, gdyż następne polecenie brzmi „nie wykonując działań sprawdź, czy wynik jest liczbą dodatnią, czy ujemną”. Pani zabiera się za ustalanie znaku potęg liczb ujemnych, co byłoby logicznym następstwem obliczenia (-3)5, ale pani tego toku myślowego nie dostrzega.
A zupełnie osobną, skandaliczną sprawą jest postawa TVP. Wzięli jakieś nauczycielki – jak sądzę, losowe, przeciętne, a nie specjalnie źle dobrane, żeby skompromitować nauczycieli, jak twierdzą niektórzy – kazali im nagrać lekcje, a potem puścili to na żywca. Już pomijam „paździerzową” scenografię, ale nie postarali się o jakiegoś redaktora, konsultanta merytorycznego, który by to przed emisją obejrzał i wyłapał ewidentne błędy?! Nie do pomyślenia. Mieli co najmniej dwa tygodnie, żeby się do tego przygotować! Nie mogą twierdzić, że ich nie stać, przecież właśnie dostali 2 miliardy. Po prostu w dupie mają merytoryczny poziom tych programów edukacyjnych. No przecież to nie są propagandowe filmiki z Kaczyńskim, Morawieckim czy Dudą. Anything goes.







Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.