Od razu odpowiem, że nie – jeszcze nie. Ale po kolei.
Gdy w listopadzie 2024 Donald Trump wygrał wybory, europejska prawica szalała z radości. Z czasem jednak Trump zaczął atakować Europę cłami, jego polityka stała się niestabilna i nieprzewidywalna, Danii groził aneksją Grenlandii, obrażał sojuszników, obrażał papieża, odgrażał się, że Stany wyjdą z NATO, a przynajmniej wycofają swoje wojska z Europy, przez irańską awanturę poważnie rozchwierutał światową gospodarkę oraz przepalił zapasy amunicji, które trzeba będzie odbudowywać przez co najmniej dwa lata, co czyni wątpliwym możliwość udzielenia wojskowego wsparcia Europie, a przez aferę Epsteina stracił legitymację moralną – resztkową, jaką jeszcze posiadał. (O braku wsparcia dla Ukrainy, ustępstwach wobec Putina i wycofaniu się z porozumień klimatycznych nie wspominam, bo prawicy to nie przeszkadza.) Kiedyś zdjęcie z Trumpem było najlepszą reklamą wyborczą prawicowców, ale teraz wsparcie Trumpa, nawet obietnica nowych amerykańskich inwestycji na Węgrzech, nie pomogły Orbanowi. Najnowszy Newsweek pisze na okładce, że
Donald Trump stał się obciążeniem dla swoich sojuszników
którzy, skonsternowani, już nie tak głośno manifestują swój podziw dla Trumpa i drżą, że jego poparcie przestaje być ich wielkim atutem.
Jednak choć Europejczycy patrzą na Trumpa z mieszanką rosnącego przerażenia i politowania, to nie Europa będzie decydować o jego politycznej przyszłości. Zdecydują wyborcy amerykańscy. W 2024 Trump wygrał ze znaczną przewagą, bo obiecywał poprawę sytuacji gospodarczej i to, że Stany nie będą rozpoczynać nowych wojen. Tymczasem miliarderzy się bogacą, ale sytuacja ekonomiczna najuboższych i średniozamożnych Amerykanów się nie poprawia, inflacja nie spada, tysiące osób straciło swoje świadczenia społeczne, cła uderzają w konsumentów, na skutek wojny w Iranie ceny benzyny rosną. Obecnie tylko 30% Amerykanów aprobuje politykę gospodarczą Trumpa. ICE szaleje – poza regularnym wewnętrznym terrorem*, wcale nie deportuje groźnych przestępców, ale osoby ciężko pracujące, choć przebywające w Stanach nielegalnie, więc ubywa rąk do pracy w rolnictwie, budownictwie i usługach i gospodarka cierpi. Na skutek wprowadzanego przez administrację chaosu, trudno stawiać jakiekolwiek prognozy odnośnie do sytuacji ekonomicznej. Wojna z Iranem – która nigdy nie została wypowiedziana, a jej cele nigdy nie zostały jasno sprecyzowane – kosztowała już dziesiątki miliardów dolarów, cieśnina Ormuz pozostaje zamknięta, sojusznicy Stanów w rejonie Zatoki krwawią, Stany utraciły niemalże całą swoją soft power, a tradycyjne sojusze się chwieją. Pojawiło się zagrożenie, że chiński juan może zastąpić dolara w roli podstawowej waluty w handlu ropą. Liczne wypowiedzi Trumpa na temat wojny są wzajemnie sprzeczne, sprawiają wrażenie, jakby prezydent nie kontrolował własnych myśli. Do tego Trump organicznie nie znosi jakiejkolwiek krytyki, bardzo wyraźnie oczekuje nieustannych hołdów i pochwał, w swoich mediach społecznościowych publikuje obrazki siebie a to w stroju papieskim, a to w postawie Jezusa-uzdrowiciela, a w ogóle najbardziej chyba interesuje się budową w Białym Domu sali balowej, Big and Beautiful.
Niektórzy poważni komentatorzy piszą wręcz o Donaldzie Trumpie jako o „upadającym prezydencie”.
W Stanach coraz liczniejsi Demokraci i – na razie – nieliczni Republikanie zaczynają mówić o odsunięciu Trumpa na mocy 25 Poprawki: jeśli wiceprezydent i większość członków gabinetu na piśmie oświadczą wobec Kongresu, że prezydent jest niezdolny do sprawowania urzędu, zostaje on odsunięty, a jego obowiązki przejmuje wiceprezydent. Jeśli odsuwany od władzy prezydent zaprotestuje (gdyby był żywy, ale, powiedzmy, sparaliżowany po udarze, nie mógłby zaprotestować, dlatego „jeśli”), decyzję o odsunięciu muszą zatwierdzić obie izby Kongresu, każda większością 2/3, a na to obecnie nie ma żadnych szans. Ale niezadowolenie, ba, wściekłość w Stanach narasta.
Na fali tego niezadowolenia Republikanie najprawdopodobniej przegrają w listopadzie wybory śródokresowe. Może to być nawet przegrana katastrofalna: Demokraci zdobędą nie tylko większość w Izbie Reprezentantów, co od dłuższego czasu wydaje się prawdopodobne, ale i w Senacie, co jeszcze kilka tygodni temu uważano za prawie niemożliwe. No i co z tego? Donald Trump i tak nie mógłby ubiegać się o trzecią kadencję (choć na początku drugiej coś o tym przebąkiwał), więc sondaże popularności nie muszą go obchodzić (a poza tym na pewno będzie miał swoje alternative facts). On sam, a zwłaszcza jego rodzina i pewna grupa kolegów na prezydenturze już zarobili miliardy (na kontraktach z klientami Stanów Zjednoczonych oraz, najprawdopodobniej, korzystając z nielegalnego insider trading), a zarobią jeszcze kolejne, i choć będzie prezydentem-kulawą kaczką (lame duck) nie mogącą przeprowadzać swoich ustaw przez Kongres, będzie próbował rządzić omijając Kongres za pomocą dekretów (Executive Orders). No i na wszystkie sposoby będzie blokował każdą inicjatywę Demokratów. To wróży kolejne dwa lata chaosu, niepokojów, niepewnego stanu gospodarki, być może z kolejnymi przedłużającymi się government shutdowns, zwłaszcza jeśli Republikanie zachowają Senat.
Dopiero wtedy, w drugiej połowie kadencji, jeśli sytuacja polityczna i ekonomiczna wyraźnie się pogorszy, członkowie administracji Trumpa i przywódcy Republikanów w Kongresie mogą dojść do wniosku, że dalsze trwanie przy Trumpie zagraża ich własnej karierze politycznej. Wyborcy bowiem nie zagłosują na ludzi, którzy do końca stali przy tym szaleńcu i niszczycielu. Wtedy zastosowanie 25 Poprawki stanie się dość prawdopodobne, ale to będzie nie wcześniej, niż za rok. Kadencję dokończy J.D. Vance, prawie na pewno uzyska wówczas nominację Republikanów, ale czy wygra wybory na swoją pierwszą kadencję, czas pokaże. W dużym stopniu zależeć to będzie od tego, kto będzie kandydował z ramienia Demokratów.
Końcówka kadencji pod rządami Vance’a przyniesie pewne uspokojenie, stosunki z Europą być może przestaną się pogarszać, ale ani na dużą poprawę stanu amerykańskiej gospodarki, ani na głębszą poprawę sytuacji międzynarodowej w tak krótkim czasie bym nie liczył.

*Nawet w drugim sezonie świetnego serialu The Pitt mamy scenę, w której na oddział ratunkowy wkraczają funkcjonariusze ICE eskortujący nielegalną imigrantkę, którą wcześniej poturbowali. Na widok ICE, z dyżuru znika kilka pielęgniarek i znaczna część pacjentów z poczekalni. Wychodząc, ICE aresztuje Bogu ducha winnego i legalnego pielęgniarza.









Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.