W Stanach Zjednoczonych coraz więcej osób zdaje sobie sprawę, że Donald Trump i jego nieobliczalne decyzje szkodzą Ameryce i stają się wręcz źródłem zażenowania. Trump zniszczył zaufanie, jakim Stany cieszyły się w dużej części świata, podważył system sojuszy, cła – chaotycznie nakładane, zawieszane, zdejmowane i znowu nakładane – destabilizują amerykańską gospodarkę, cięcia w programach federalnych uderzają w zwykłych Amerykanów, w tym w jego licznych wyborców, za to multimiliarderzy bogacą się w tempie wykładniczym. Wojna z Iranem doprowadziła do znacznego wzrostu cen paliwa; przy okazji Stany wystrzelały się ze znacznej części zapasów amunicji precyzyjnej i znacząco powiększyły swój dług, a końca temu nie widać. Obecna wojna handlowa z Kanadą jest absurdalna i tyleż szkodzi Stanom gospodarczo, co je ośmiesza. Wzrosty na giełdzie biorą się głównie z budowy gigantycznych data centers na potrzeby AI, które dla milionów zwykłych ludzi oznaczają wzrost kosztów utilities, elektryczności i wody. ICE szaleje, ale wbrew zapowiedziom nie zatrzymuje głównie przestępców, tylko Bogu ducha winnych, choć nielegalnych, pracowników usług, budownictwa i rolnictwa, co dodatkowo osłabia te sektory. Ludzie są wściekli. Do tego mnożą się wątpliwości na temat rzeczywistego stanu zdrowia Trumpa, któremu zdarza się słaniać na nogach, przysypiać w czasie oficjalnych spotkań, gubić wątek, ma opuchnięte nogi i kiepsko maskowane makijażem plamy na rękach. Jeśli Trump jest niezdrów, to podejmowane przez niego decyzje mogą być nieracjonalne i sprzeczne z amerykańskim interesem.
Republikanie spodziewają się sromotnej klęski w listopadowych wyborach połówkowych, a Trumpa opuszczają dotychczasowi wierni sojusznicy. Coraz głośniej mówi się o konieczności odsunięcia Trumpa od władzy.
Gdyby kadencja Trumpa została przerwana, na stanowisku automatycznie zastąpiłby go obecny wiceprezydent, J.D.Vance. Paradoksalnie, to wcale nie musiałaby być dobra wiadomość dla świata.
Donald Trump to niebywały narcyz, przekonany o własnych talentach i domagający się ciągłych pochwał, a także dążący do powiększania osobistego majątku (mówi się, że na prezydenturze rodzina Trumpa zarobiła już 3 mld dolarów). Lubi to, co jest po amerykańsku Big and Beautiful, powtarza, że kocha Amerykę i to w jego oczach czyni go Wielkim Amerykańskim Patriotą, ale tak naprawdę żadnej ideologii nie wyznaje. Jego „ideologia” to zestaw poglądów CEO wielkiej firmy budowlanej: Jest przeciwny prawom pracowniczym, związkom zawodowym, obowiązkowym ubezpieczeniom zdrowotnym i państwowym kontrolom oraz ograniczeniom narzucanym na biznes, bo mu to powiększa koszty. Chce, żeby rynek, na którym sprzedaje, był chroniony cłami, za to chce mieć swobodny dostęp do innych rynków. Przede wszystkim zaś zawsze ma być tak, jak on chce, bo on wie najlepiej. Tak było, gdy był właścicielem firmy i tak ma być, gdy jest prezydentem. Żaden sąd, Kongres, doradcy czy opinia publiczna nie śmią mu się przeciwstawić. A na koniec, when you’re a star [a Trump się oczywiście uważa za największą gwiazdę], they let you do it. You can do anything… Grab ’em by the pussy. You can do anything. Słowem, bogaty i wpływowy, ale ograniczony dupek.
Co innego J.D.Vance, który, jak sądzę, z powodów ideologicznych marzy o ultraneokonserwatywnej przebudowie amerykańskiego społeczeństwa i takiej części pozostałego świata, do jakiej tylko uda mu się sięgnąć. Dla świata prezydentura Vance’a mogłaby być bardziej niebezpieczna, niż chaotyczna prezydentura Trumpa, ale dla Stanów Zjednoczonych sama stabilizacja i elementarna przewidywalność, jaką wprowadziłby Vance, byłaby ulgą. Dlatego kwestia przerwania kadencji Trumpa nie jest czysto abstrakcyjna.
Kadencję prezydenta Stanów Zjednoczonych przerywa jego śmierć, czego mu nie życzę, rezygnacja, co jest niewyobrażalne, usunięcie z urzędu w drodze impeachmentu, co jest procedurą skomplikowaną, długotrwałą oraz politycznie i emocjonalnie kosztowną dla wszystkich zaangażowanych stron, a wreszcie skuteczne zastosowanie procedury opisanej w 25. poprawce do Konstytucji Stanów Zjednoczonych. Interesujący nas fragment tej poprawki brzmi:
Section 4. Whenever the Vice President and a majority of either the principal officers of the executive departments or of such other body as Congress may by law provide, transmit to the President pro tempore of the Senate and the Speaker of the House of Representatives their written declaration that the President is unable to discharge the powers and duties of his office, the Vice President shall immediately assume the powers and duties of the office as Acting President.
Odwoływany prezydent może w ciągu czterech dni na piśmie oświadczyć, że jest w stanie sprawować urząd (jeśli żyje, ale na przykład leży nieprzytomny po udarze, to nie oświadczy). Jeśli złoży takie oświadczenie, to Kongres większością 2/3 głosów w obu izbach może go jednak odwołać.
W tej chwili zgromadzenie większości 2/3 za odwołaniem Trumpa jest nieprawdopodobne w żadnej izbie Kongresu. Ale po wyborach połówkowych, które Republikanie zapewne przegrają, stanie się to możliwe. Samych Demokratów oczywiście nie wystarczy, ale jeśli przegrana Republikanów będzie dotkliwa, część z republikańskich senatorów i reprezentantów może uznać, że Trump tak bardzo ciągnie ich w dół, iż dalsze trwanie przy nim doprowadzi do całkowitej katastrofy w wyborach 2028. Bojąc się utraty mandatów, mogą zagłosować wraz z Demokratami za zastosowaniem 25. poprawki, żeby odciąć się od szaleńca. Lecz nawet radykalna zmiana nastrojów republikańskich członków Kongresu sama nie wystarczy.
Kluczowe jest bowiem co innego. Do usunięcia prezydenta niezbędne jest współdziałanie wiceprezydenta. Bez wniosku z udziałem wiceprezydenta procedury 25. poprawki przeprowadzić nie można. I teraz proszę posłuchać: Jeśli wiceprezydent obejmie urząd w pierwszej połowie kadencji swojego prezydenta, będzie to liczone jako jego (dotychczasowego wice) pierwsza kadencja, co da mu prawo samodzielnego stanięcia do wyborów tylko raz, ale jeśli obejmie urząd w drugiej połowie kadencji, będzie tylko dokańczał kadencję poprzednika, co da mu prawo dwukrotnego stanięcia do wyborów.
Proszę porównać z prezydenturą Lyndona B. Johnsona: Objął urząd po zabójstwie JFK w 1963, stanął do wyborów w 1964 i wygrał, a mógł też stanąć do wyborów w 1968, ale wycofał się bojąc się przegranej.
Z prezydenturą Geralda Forda, która mogłaby tu być bardziej adekwatna, porównać się nie da, bo on przegrał swoje samodzielne wybory w 1976.
Połowa kadencji Trumpa mija 20 stycznia 2027. Do tego czasu J.D.Vance na pewno nie uruchomi procedury przewidzianej w 25. poprawce, bo sam ma ambicje rządzić jak najdłużej. Od 21 stycznia 2027 wzwyż – kto wie. Ja sądzę, że jeśli wyniki tegorocznych wyborów połówkowych będą dla Republikanów bardzo złe, to tak.

W związku z rozwojem afery Zonda, zobacz także mój wpis o krypto, Gorączka tulipanowa.









Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.