W nocy z piątku na sobotę pod budynkiem Trybunału Konstytucyjnego i wewnątrz niego rozgrywały się sceny gorszące.
Nie będę tu wyjaśniał meandrów sporu wokół TK. Kto zna, ten zna, kto nie zna, może sprawdzić gdzie indziej. Nie ulega wszakże wątpliwości, że Trybunał Konstytucyjny faktycznie nie działa, stał się atrapą, próby w pełni legalnej naprawy tej sytuacji, najpierw przez uchwalenie odpowiednich ustaw, potem przez wybór nowych, legalnych sędziów, zostały zablokowane przez prezydenta Nawrockiego i jego poprzednika – jak on się nazywał? – Andrzeja Dudę, przy współpracy ich figuranta, Bogdana Święczkowskiego. Czy sposób, który ostatecznie wybrał Donald Tusk, był legalny? Zapewne był na granicy legalizmu, a na granicy, jak to na granicy, drobna odchyłka może oznaczać, że znajdujemy się po tej lub tamtej stronie. Czy sposób ten okaże się skuteczny – ha, czas pokaże. Nawiasem mówiąc, skuteczność nie ma oznaczać, że TK stanie się TK Tuska czy KO, tylko że zacznie działać. Tam zaległości w rozpatrywaniu spraw sięgają ponad 10 lat!
Wiem natomiast inne rzeczy:
- Jeśli po przyszłorocznych wyborach władzę uzyska PiS i Konfederacje, będą starali się odkręcić wszelkie zmiany w TK. Unieważnią wybór „niezaprzysiężonych” sędziów, wprowadzą dublerów 2.0 i będą chcieli ukarać Tuska, Żurka i tych sędziów. Jeśli natomiast władzę zachowa KO z sojusznikami, zmiany w TK się utrwalą.
- Gdyby Tusk zostawił TK w stanie dysfunkcjonalnym, pod kontrolą PiS, pokazałby się jako polityk zupełnie nieskuteczny i KO raczej przegrałaby przyszłoroczne wybory, bo część zwolenników by się od nich odwróciła. Próba reanimacji TK, nawet skuteczna, nie oznacza oczywiście, że KO wygra. To jedynie warunek konieczny, nie wystarczający.
- Tusk doszedł do wniosku, że walkę o TK można przenieść na wyższy poziom po tym, gdy Kaczyński otwarcie zaczął rozpatrywać możliwość Polexitu. Tusk uznał, że przyszłoroczne wybory będą dotyczyć przyszłości Polski w Unii Europejskiej, więc wyborcy wybaczą KO balansowanie na granicy prawa w sprawie TK, bo nie szkoda róż, gdy płoną lasy. A zarazem nie zniechęcą się do KO jako do partii nieskutecznej.
- Przy okazji, szumne zapowiedzi, że gdy tylko Maciej Berek wkroczy do Trybunału, to natychmiast wszystko naprawi, okazały się bujdą na resorach.
- Biedny Szymon Hołownia, któremu zostały już tylko marzenia o funkcji ambasadora w Watykanie, znalazł się między młotem a kowadłem. Jeśli opowie się za Tuskiem, Nawrocki nie podpisze mu nominacji. Jeśli opowie się przeciwko Tuskowi, Sikorski nie podpisze mu wniosku.
- A Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz okazała się jeszcze bardziej żałosna, niż to się wydawało. Być może jej słowa oznaczają, że chce sobie zostawić furtkę do ewentualnego dogadania się z częścią prawicy, na przykład z grupą Morawieckiego.
No i tyle w kwestii interpretacji ostatnich wydarzeń wokół TK. Ale sceny, które widzieliśmy sprzed siedziby TK i z wnętrza budynku, były smutne, gorszące i godziły w powagę państwa.
Ponieważ jednak prezydent Nawrocki odgrywa kluczową rolę w kryzysie wokół TK, muszę poświęcić mu kilka słów.
Nawrocki prawem kaduka chce decydować, kto może, kto zaś nie może być sędzią TK. Tu nawet nie chodzi o ochronę interesów PiSu, ale o kolejną próbę poszerzenia uprawnień prezydenta. Tymczasem prawo jest tutaj absolutnie jasne: W przeciwieństwie do sędziów sądów powszechnych, prezydent nie ma nic do powiedzenia w kwestii tego, kto ma zostać sędzią TK. Sędziów TK powołuje Sejm, a prezydent ma jedynie obowiązek umożliwienia im złożenia ślubowania w ceremonialny sposób. Prezydent nawet nie przyjmuje tego ślubowania, ma jedynie obowiązek uznać, że sędziowie je złożyli. Sędziowie składają ślubowanie wobec prezydenta, ale jeśli prezydent nie życzy być sobie przy tym obecny, nie szkodzi. Sędziowie mogą złożyć ślubowanie w innej formie i tylko prawidłowo, notarialnie poinformować prezydenta jako najwyższego przedstawiciela państwa, że je złożyli. Nawrockiemu jednak wydaje się, iż formuła „wobec” wymusza fizyczną obecność prezydenta, tak jakby emanował on jakąś szczególną – boską, monarszą – łaską, która jedyna ma możliwość, by akt ślubowania uświęcić. Nic z tych rzeczy. Prezydent jest jedynie urzędnikiem państwowym, najwyższym urzędnikiem państwowym, ale nie królem. No Kings!
A wczorajszej nocy Karol Nawrocki wdzierający się do budynku Trybunału budził największe zgorszenie. Po pierwsze, prezydent wcale nie ma prawa wejść tam, gdzie chce i kiedy chce. Po drugie, prezydent jest elementem władzy wykonawczej i jako taki kategorycznie nie ma prawa ingerować we władzę sądowniczą, w tym także w sposób organizacji jej pracy. Wreszcie prezydent, w imię dobra państwa, powinien dbać o wewnętrzny spokój i o łagodzenie, cywilizowane rozwiązywanie sporów, powinien być spokojny i wręcz lekko wycofany, a nie przepychając się z innymi ludźmi, eskalować spór i nakręcać polaryzację, tylko po to, żeby pokazać, że jego ma być na wierzchu.
To nie był prezydent. To był osiłek chcący pokazać, kto tu rządzi.










Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.