Demony przeszłe i współczesne

Prezydent Wołodymyr Zełenski nadał jednostce Sił Zbrojnych Ukrainy imię „bohaterów UPA”. W Polsce zawrzało. Polacy mają UPA za wyjątkowo okrutnych morderców, dla Ukraińców była to formacja walcząca o niepodległość Ukrainy z Sowietami, Polakami i Niemcami. Te dwie świadomości historyczne nigdy się nie spotkają. Z drugiej strony, jak pisze ten ukraiński komentator, Ukraińcy

nie interesują się zbytnio Polską i nie traktują tych spraw jako ważnych. To jest po prostu fakt… sedno problemu nie jest takie, jak to w Polsce wielu sobie wyobraża – że tam ktoś coś na złość robi Polsce. Sedno problemu polega na tym, że czynnik polski po stronie ukraińskiej po prostu nie waży. Ukraińskie tematy są cały czas widoczne w polskiej dyskusji publicznej, podczas gdy polskie po stronie ukraińskiej są gdzieś daleko na trzecim, czwartym czy jakimś szóstym miejscu.

Zełenski, choć dobrze punkt widzenia Polaków zna, niespecjalnie się nim przejął i wybrał wzmocnienie swojej pozycji w polityce wewnętrznej kosztem relacji z Polską. To bardzo przykre.

Ale co z tego dalej miałoby wynikać? Niewątpliwie Zełenski nie będzie już w Polsce ciepło przyjmowany. Nie powinno to jednak wpływać na nasz stosunek do Ukrainy i na nasze ekonomiczne, polityczne i wojskowe wsparcie dla Ukrainy w jej wojnie z Rosją, ani na nasz stosunek do przebywających w Polsce Ukraińców. Dla nas wspominanie „bohaterów UPA” jest bolesne, ale wspieranie Ukrainy jest ważniejsze, bo leży w naszym strategicznym interesie. Tamtych pomordowanych już nie wskrzesimy, ale możemy zmniejszyć liczbę współczesnych ofiar, czy to po stronie ukraińskiej, czy, nie daj Boże, polskiej. Tego się trzymajmy, mimo iż jesteśmy mocno wkurzeni.

I tu wchodzi Karol Nawrocki, cały na biało, i oświadcza, że zamierza odebrać Zełenskiemu Order Orła Białego, nadany mu w 2023 przez prezydenta – jak on się nazywał? a, tak – Andrzeja Dudę.

Choć zasadniczym celem Nawrockiego jest przypodobanie się swojemu nacjonalistycznemu elektoratowi, odebranie Orderu prezydentowi zostałoby odebrane w Ukrainie jako wielki despekt, tym bardziej, że Zełenski mówił, że traktuje nadany mu Order jak order dla całego narodu ukraińskiego. Ukraińcy potraktowaliby to jako jaśniepański, postkolonialny dyktat, jakich bohaterów wolno im czcić. Pisze o tym też cytowany wyżej komentator:

Po stronie ukraińskiej włączył się mechanizm defensywny w społeczeństwie i sytuację odebrano jako próbę tworzenia nacisku z zewnątrz i wskazywanie Ukraińcom, jak im układać życie wewnątrz ich państwa. […] Osoby, które w ogóle nie interesowały się nigdy tematem i nie wiedzą, o co chodzi z tym Wołyniem i UPA, odruchowo wspierają teraz Zełenskiego, bo „nikt nam nie będzie kazał, co mamy robić”.

Nie wiedzieć czemu polska strona demokratyczna – komentatorzy, media, a nawet członkowie rządu (Adam Szłapka dzisiaj w TVN24) – uważa, że ponieważ postanowienie prezydenta będzie wymagać kontrasygnaty premiera, Tusk, odmawiając kontrasygnaty, uratuje nas przed międzynarodową katastrofą. Znowu.

Przede wszystkim zupełnie nie jest oczywiste, że kontrasygnata premiera w ogóle byłaby wymagana. Art. 144, ust. 3 pkt. 16 Konstytucji zalicza nadawanie orderów i odznaczeń do „prerogatyw osobistych prezydenta”, niewymagających kontrasygnaty. Skoro nadawanie orderów jest prerogatywą osobistą, to Nawrocki może uznać, że ich odbieranie też, wobec czego o kontrasygnatę nie wystąpi. No i bardzo dobrze. Byłoby to zresztą zgodne z duchem dotychczasowych poczynań prezydenta, który przy każdej nadarzającej się okazji chce swoją osobistą władzę powiększać, a nie ograniczać.

Można wszakże argumentować, że skoro wyliczenie z ust. 3 jest enumeratywne i odbierania odznaczeń nie zawiera, kontrasygnata jest wymagana. Taka interpretacja wcale nie jest oczywista, ale opierając się na niej Nawrocki, żeby zrzucić z siebie część odpowiedzialności oraz zapędzić Tuska w sytuację bez wyjścia, może o kontrasygnatę wystąpić. Bo każda decyzja, jaką podejmie w tej sytuacji Tusk, będzie zła.

Jeśli premier odmówi kontrasygnaty, co prawda unikniemy bezpośredniego zgrzytu w stosunkach polsko-ukraińskich, ale prawica będzie wyła, że Tusk wspiera UPA, że wszyscy popierający Tuska wspierają UPA i właściwie są osobiście winni mordowaniu Polaków na Wołyniu. TV Republika będzie mówić o Tusku nie tylko jako o agencie Brukseli i Niemiec, ale jako o banderowcu, mile rezonując z rosyjską propagandą. I ta trucizna będzie się ludziom sączyła do ucha, aż w końcu sporo ludzi w to uwierzy. Szanse na powrót prawicy do władzy wzrosną. Polaryzacja nastrojów w Polsce jeszcze bardziej się zaostrzy, krzyki o ukrainizacji Polski staną się głośniejsze, ze wszystkimi złymi skutkami dla stosunku (niektórych, ale coraz liczniejszych) Polaków do mieszkających u nas Ukraińców, a w konsekwencji dla ogółu stosunków polsko-ukraińskich.

Jeśli zaś premier kontrasygnaty udzieli, wtedy liberałowie i lewica równie głośno będą wyli, że Tusk, w imię demonów przeszłości, stawia na szali bezpieczeństwo Polski i relacje polsko-ukraińskie. Dodatkowo przynajmniej część lewicy uzna to za argument, że Tusk jest takim samym nacjonalistą, jak Braun, co również będzie oznaczać, że szanse na powrót prawicy do władzy wzrosną.

Dlatego w najlepszym interesie Tuska będzie argumentować, że jego kontrasygnata nie jest wymagana. Skoro konstytucja pozostawia kwestię orderów i odznaczeń w wyłącznej gestii prezydenta, to on, Tusk, szanując konstytucję, nie uzurpuje sobie prawa do kontrasygnaty. Jeśli Nawrocki się uprze, że kontrasygnata jest wymagana, premier powinien się zwrócić do Trybunału Konstytucyjnego o rozstrzygnięcie sporu kompetencyjnego. I w ten sposób sprawa umrze 😉

Choć zabrzmi to cynicznie, umycie rąk przez Tuska byłoby najlepszym możliwym wyjściem.

Oczywiście wciąż istnieje jakaś nadzieja, że prezydent Nawrocki się opamięta.