Kilka dni temu pewien ukraiński influencer wjechał swoją wypasioną Corvette przed schronisko nad Morskim Okiem, żeby tam porobić zdjęcia sobie, swojej lasce i swojemu samochodowi. Gdy już wracał, zatrzymała go policja, której powiedział, że nie zauważył znaku, ale gdy się zorientował, natychmiast zawrócił. Policja ukarała go mandatem w wysokości 100 zł.
Po czym tym typ wrzucił do internetu zdjęcia, pusząc się, że wszyscy mówili, że nie da się samochodem wjechać nad Oko, a proszę, jemu jako pierwszemu się to udało. I że fajne fotki wyszły.
Polska publiczność się wściekła, Tusk też się wściekł i za pośrednictwem ministra Kierwińskiego objął tego żałosnego typa pięcioletnim zakazem wjazdu do strefy Schengen. Publiczność była zadowolona.
Jednak część mediów i autorytetów wpadła w panikę moralną: Co prawda ten influencer to idiota, ale to przecież było tylko wykroczenie. Tusk, wyrzucając gościa z Polski i całej strefy Schengen, wpisuje się w nastroje antyukraińskie, nieledwie w prześladowania Ukraińców, a kto Tuska nie potępia, wpisuje się tam wraz z nim. Każe się nam więc tolerować bardzo szkodliwe zachowania tylko dlatego, że ich sprawcą był Ukrainiec, a inni Polacy mają do Ukraińców stosunek niechętny.
Nie zgadzam się z tym.
Nie chodzi o to, że ten człowiek dokonał wykroczenia drogowego i naruszył przepisy o ochronie przyrody. Nie chodzi nawet o to, że zrobił to w miejscu o dużym ładunku emocjonalnym dla mieszkańców naszego kraju. Ani o to, że nakłamał policji. Chodzi o to, że on to zrobił ostentacyjnie, z pełną świadomością, że popełnia wykroczenie i że w miejscu dosyć szczególnym, a następnie przechwalał się tym w Internecie. O, jaki on świetny jest, jak za nic ma lokalne prawo i lokalne zwyczaje, inni się nie odważyli, a jemu jako pierwszemu się udało, a epatując przy tym bogactwem, zdawał się mówić „o, tu mi możecie skoczyć, stać mnie”. To nie jest jedynie wykrocznie drogowe czy złamanie przepisów o ochronie przyrody. To jest poważne naruszenie porządku symbolicznego.
Dodatkowo, jeśli ten gość rzeczywiście jest influencerem, to znaczy jakaś znacząca grupa osób go obserwuje w Internecie i potencjalnie chce go naśladować, pobłażanie dla niego może zachęcić innych do podobnych wybryków. Ukaranie go innych zniechęci.
Gość okazał pogardę naszemu prawu, naszej wspólnocie i milionom ludzi uboższych od niego i jest (a przynajmniej przez chwilę był) z tego niesłychanie dumny. No więc ja nie widzę powodów, dla których mielibyśmy tolerować pobyt takiej osoby w Polsce, skoro on nami gardzi. Ja sobie tego nie życzę i już. Możecie mnie nazwać ksenofobem, nacjonalistą i diabłem wcielonym, ale ja obecności tego człowieka w Polsce sobie nie życzę. Jest mnóstwo innych pięknych miejsc na świecie, w których może robić to, co lubi.
I nie chodzi mi o to, że on jest Ukraińcem. Tak samo bym uważał, gdyby gość był, powiedzmy, Lankijczykiem czy Nowozelandczykiem. Ja bardzo szanuję Ukraińców – i tych, którzy walczą z Rosją, i tych, którzy próbują w Ukrainie jakoś żyć pod bombami, i tych, którzy mieszkając w Polsce pracują lub się uczą, albo tylko mieszkają, jeśli stan zdrowia czy inne okoliczności im na pracę czy naukę nie pozwalają. Nie widzę jednak powodów, dla których miałbym tolerować wybryki nadętego buca, szpanującego bogactwem i okazującego mi pogardę, tylko dlatego, że jest Ukraińcem, a jacyś inni ludzie Ukraińców nie lubią. Niech się wynosi.
I zupełnie przy tym pomijam argument polityczny, że gdyby Tusk typa z Polski nie wyrzucił, prawica zaczęłaby wyć, że Ukraińcom wolno więcej, niż Polakom. (Polaka zresztą nie da się z Polski wyrzucić.) Piszę o tym, co ja sam uważam.








Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.