W polskiej polityce gorącym tematem jest secesja grupy Morawieckiego: Co to oznacza, dlaczego do tego doszło, a przede wszystkim, jaki to może mieć wpływ na wyniki wyborów w 2027. Ale dosłownie dzień przed rozłamem w PiS, pewne zainteresowanie wzbudziło uzasadnienie do umorzenia śledztwa przeciwko Jarosławowi Kaczyńskiemu w sprawie „dwóch wież”.
Z intelektualnej uczciwości chciałbym się odnieść do tego faktu.
Dla przypomnienia, Jarosław Kaczyński postanowił wybudować na działce należącej do spółki „Srebrna” wieżowiec w kształcie dwóch wież. Wieżowiec miał przynosić dochód, który pozwoliłby Srebrnej, a więc de facto partii Jarosława Kaczyńskiego, osiągać duży dochód, który pozwoliłby jej zdobyć dominującą pozycję w polskiej polityce. Bo kto ma duże pieniądze, ten może spokojnie sięgać po władzę, finansować swoje kampanie, nie obawiając się upadku nawet w przypadku chwilowej przegranej.
Do realizacji tego szczytnego przedsięwzięcia Jarosław Kaczyński zatrudnił austriackiego dewelopera, Gerarda Birgfellnera, powiązanego zresztą ze sobą rodzinnie. Kaczyński kontrolował wtedy prawie całą Polskę, ale nie kontrolował samorządu warszawskiego i obawiał się, że Warszawa będzie rzucać Srebrnej kłody pod nogi. Żeby zakamuflować co i na czyją rzecz tak naprawdę robi Birgfellner, nie miał on formalnej umowy ze Srebrną, zgadzał się na nieformalny typ współpracy, a nawet
spółka, którą na polecenie Srebrnej założył do realizacji projektu, miała inną nazwę i inny adres, by nie kojarzyła się z PiS.
Zwracam uwagę na quasi-mafijny charakter tej współpracy. W normalnych warunkach byłaby umowa, formalności, zabezpieczenia. Birgfellner niczego takiego nie miał, opierał się za to na jak najbardziej uzasadnionym przekonaniu, że Jarosław Kaczyński rządzi i Srebrną, choć formalnie w jej władzach nie zasiadał, i w ogóle całą Polską, do tego stopnia, że mógł nakazać państwowemu bankowi udzielenia miliardowego kredytu na budowę. Wszystko było na gębę, no bo jakże by tu nie zaufać „naczelnikowi”?
I to się na Brigfellnerze zemściło. Gdy Jarosław Kaczyński uznał, że nie pokona obstrukcji ze strony samorządu warszawskiego, wycofał się z inwestycji, a Gerard Bilgfellner, który zdążył ponieść koszty szacowane na 1,5 mln złotych, został z niczym. Nie miał formalnej umowy ze Srebrną, ale oczekiwał, że Srebrna przynajmniej zwróci mu poniesione koszty. W tym celu udał się do Kaczyńskiego, który jednak stwierdził, że nie ma formalnych podstaw, aby Srebrna za coś płaciła.
Wobec tego Gerard Birgfellner, reprezentowany przez mecenasa Romana Giertycha i wściekły na Jarosława Kaczyńskiego, oskarżył go o oszustwo. Według pozwu, Kaczyński mianowicie, działając w złej wierze, miał zlecić Birgfellnerowi prace, za które nigdy nie miał zamiaru zapłacić.
To była strategia całkiem rozsądna ze strony Giertycha, ale zupełnie nieopłacalna dla Birgfellnera. Gdyby nawet sąd prawomocnie skazał Kaczyńskiego za oszustwo, nie oznaczałoby to zobowiązania do wypłaty ze strony Srebrnej. Z kolei z punktu widzenia Giertycha, skazanie Kaczyńskiego za oszustwo automatycznie spowodowałoby utratę mandatu poselskiego, a nawet gdyby do skazania i utraty mandatu nie doszło, sama konieczność stawiennictwa w sądzie byłaby dla Kaczyńskiego upokarzająca i katastrofalna wizerunkowo.
Dopóki rządził PiS, prokuratura na wszelkie sposoby starała się ukręcić sprawie łeb. Po upadku PiSu sprawa w końcu ruszyła, choć z pewnymi perypetiami. Ostatecznie jednak prokuratura uznała, że Jarosław Kaczyński nie miał zamiaru oszukać i nie oszukał Gererda Birgfellnera.
Uzasadnienie, które ujawniła Gazeta Wyborcza (zapewne za paywallem), jest kuriozalne, ale merytorycznie zgadzam się z decyzją o umorzeniu śledztwa: Choć Gerard Birgfellner może się czuć oszukany (wykonał pracę, za którą nikt mu nie zapłacił), Jarosław Kaczyński nie miał zamiaru oszukać Birgfellnera. Co więcej, Kaczyński jawnie podpowiadał Birgfellnerowi, w jaki sposób może odzyskać swoje pieniądze: Mianowicie, Birgfellner powinien wystąpić z pozwem cywilnym przeciwko Srebrnej, a wyrok dawałby Srebrnej podstawę prawną do wypłaty. Stąd nagrane oświadczenia Kaczyńskiego, że
Jestem gotów w tym sądzie zeznać, że ta robota była robiona dla nas, znaczy dla Srebrnej. Ja to zeznam, bo tak jest. […] Według mnie dla was jest to wygrana sprawa. Wiem, że ta robota była robiona dla nas, i wiem, że trzeba zapłacić, a ja [nie widzę] innej możliwości w tym niż właśnie tego rodzaju droga.
Ba, pada nawet sugestia, że po złożeniu pozwu, Srebrna mogłaby zawrzeć ugodę z Birgfellnerem, co zmniejszyłoby czas oczekiwania na wypłatę oraz znacząco zmniejszyłoby koszty sądowe. Birgfellner jednak nie poszedł tą drogą i zdecydował o oskarżenie Kaczyńskiego o przestępstwo, oszustwo.
Prokuratura właśnie ostatecznie odrzuciła to oskarżenie.
Birgfellner wtopił, bo zamiast podpisać normalną umowę, zgodził się na współpracę na zasadach quasi-mafijnych. Ale zamiast dochodzić swoich roszczeń na drodze cywilnej – co, nawiasem mówiąc, wymagałoby wniesienia opłaty sądowej w wysokości 10% roszczeń – zdecydował się na wytoczenie przeciwko Kaczyńskiemu zarzutów karnych. Była to strategia jak najbardziej zrozumiała ze strony mecenasa i posła w jednej osobie Romana Giertycha, ale niekorzystna dla samego Birgfellnera. Z przykrością stwierdzam, że Roman Giertych może nie tyle oszukał Birgfellnera, ile wykorzystał jego rozżalenie i nieznajomość polskiego prawa dla celów politycznych.
Ale droga cywilna nadal pozostaje dla niego otwarta.

P.s. A jeśli chodzi o Morawieckiego, to nie zdziwiłbym się, gdyby on ostatecznie wystartował na wspólnej liście z PiSem. Ale nie będzie to lista PiSu, tylko lista koalicyjna, co da ludziom Morawieckiego znacznie silniejszą pozycję, niż konieczność żebrania o dobre miejsca na listach PiSu.
Tak się jednak nie musi stać – z dwu powodów. Po pierwsze, mogą się tak bardzo pokłócić i wzajemnie poobrażać, że nie będą się mogli na siebie patrzeć, a co dopiero współpracować, nawet na jakimś minimalnym poziomie. Po drugie, proces dezintegracji PiSu, a zwłaszcza odpływ elektoratu do Brauna, może tak przyspieszyć, że to raczej PiSowcy będą żebrać o miejsca na listach Morawieckiego.
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.