Jeżeli obecna faza walki z uzurpacjami PiSu, pragnącego całkowicie podporządkować sobie sądy, ma jakiekolwiek merytoryczne jądro, to jest nią odpowiedź na pytanie: Czy prezydent może mianować sędziów samodzielnie, według własnego widzimisię?
Odpowiedź brzmi: nie. Według Art. 179 Konstytucji,
Sędziowie są powoływani przez Prezydenta Rzeczypospolitej na wniosek Krajowej Rady Sądownictwa, na czas nieoznaczony.
Prezydent może powołać sędziów wyłącznie na wniosek KRS (choć, jak już analizowałem, nie musi powoływać wszystkich osób wskazanych przez KRS – i Lech Kaczyński, i Andrzej Duda korzystali z tego uprawnienia). Nie ma wniosku, nie ma powołania.
A co, jeśli wniosek jest wadliwy? Czy wadliwy wniosek jest wnioskiem, o którym mówi Art. 179 Konstytucji?
Wniosek mógłby być wadliwy co najmniej z dwu powodów:
- Organ występujący jako KRS nie jest tym organem, o którym mowa w Konstytucji, lub też
- KRS sporządziła wniosek w złej wierze, nie kierując się kompetencjami i przymiotami charakteru kandydata, ale jego poglądami politycznymi lub spodziewaną lojalnością partyjną, w ten sposób świadomie wskazując osobę niegodną lub niekompetentną do sprawowania urzędu sędziego.
Można przyjąć, że prezydent nie musi badać prawidłowości wniosku – choć, moim zdaniem, powinien to robić, patrz cytowana wyżej analiza – wobec czego Sąd Najwyższy w niedawnej uchwale trzech izb sformułował kryteria jego oceny. Sąd Najwyższy najwyraźniej stoi na stanowisku, że wniosek wadliwy jest wnioskiem niebyłym. Nie ma tu sporu kompetencyjnego. SN nie kwestionuje prerogatywy prezydenta, a jedynie nakazuje sprawdzić, czy prezydent miał prawo do skorzystania z niej, gdyż jako się rzekło, jeśli nie ma wniosku, to nie ma powołania.
Nawiasem mówiąc, SN starał się zmiękczyć swoje stanowisko twierdząc, że sędziowie powołani na podstawie potencjalnie wadliwych wniosków są sędziami, ale nie powinni orzekać, co jest lekko absurdalne. Daje to jednak podstawy do uznania, w imię niepogłębiana chaosu prawnego, co z kolei jest godne pochwały, wyroków wydanych przez potencjalnie „nieprawidłowych” sędziów za ważne. Wyjątek ten nie odnosi się jedynie do orzeczeń Izby Dyscyplinarnej SN, o której SN orzekł, że nie jest sądem w myśl polskiej Konstytucji i prawa europejskiego.
PiS i osobiście dr Duda stoją na stanowisku przeciwnym: Dokonany przez prezydenta akt powołania na prezydenta jest ostateczny i nie podlega żadnej kontroli, niezależnie od innych okoliczności. W wywiadzie, który ukazał się we Wprost z 3 lutego, znajduje się taki fragment:
Wprost: Część sędziów domaga się ujawnienia list poparcia dla członków KRS. Wyobraźmy sobie hipotetyczną sytuację, że coś z tymi listami jest jednak nie tak. Dla statusu sędziów nie będzie to miało znaczenia?
Prezydent Duda: Nie będzie miało, ponieważ otrzymali oni nominację sędziowską od prezydenta Rzeczypospolitej. Kropka.
Kropka. Andrzej Duda twierdzi, że prezydencka nominacja jest ostateczna, niekwestionowalna, tak jak ostateczne i niekwestionowalne były decyzje monarchy absolutnego, nawet gdyby później miało się okazać, że wniosek, bez którego do nominacji nie mogłoby dojść, był wadliwy, co dr Duda – hipotetycznie? – dopuszcza. Według Dudy prezydencki akt nominacji usuwa wszystkie możliwe nieprawidłowości.
Nawet jeśli prezydent sam zdawał sobie sprawę z istnienia wątpliwości odnośnie do wniosku? Nawet jeśli nie było żadnego wniosku?!
Pogląd, że prezydenckie powołania na urząd sędziego nie mogą podlegać żadnej kontroli, jest nie do utrzymania. W ten sposób prezydent mógłby powołać kogokolwiek, nawet bez wniosku KRS, i nie dałoby się tego zakwestionować. Prezydent nie sprawuje władzy absolutnej i nie stoi ponad prawem.
Rozumiem psychologiczne powody, dla których Duda utrzymuje, że jego postanowienia nie mogą podlegać kontroli. Otóż Kaczyński całkowicie odsunął go od podejmowania jakichkolwiek merytorycznych decyzji. Duda nie ma wpływu ani na politykę krajową, ani na zagraniczną, ani na siły zbrojne, ani nawet na nominacje na różne stanowiska. Nic. Może jedynie decydować do którego ośrodka pojedzie na narty i może sprawować swoje „monarsze” prerogatywy osobiste, opisane w Art. 144 ust. 3 Konstytucji, w tym powoływanie sędziów. Broni więc swoich uprawnień jak niepodległości, choć w zakresie powoływania sędziów jest ograniczony przez Art. 179, czego już nie chce zauważyć.
Duda jest podobno także wściekły na sędziów: Myślał, że skoro zawetował dwie ustawy pana Zbyszka, sędziowie uznają go za swojego obrońcę, a tymczasem go krytykują. Duda nie chce pamiętać, że zawetował tylko dwie z trzech ustaw sądowych, po czym „wynegocjował” z Kaczyńskim ustawy, które z punktu widzenia sędziów niczym nie różniły się od tych zawetowanych. Sejm dodatkowo znacznie je zaostrzył w porównaniu z prezydenckimi projektami. Jedyna różnica polegała na tym, że pewne uprawnienia, które chciał przypisać sobie pan Zbyszek, przypadły Dudzie. Płynie stąd wniosek, że dr Duda wcale nie walczył o sędziów i sądy, a tylko o swoją osobistą pozycję wobec pana Zbyszka.

Nawiasem mówiąc, reakcja Dudy na pytanie o „hipotetyczne nieprawidłowości” na listach poparcia do KRS świadczy o tym, że z tymi listami jest coś cholernie nie w porządku. Czego zresztą wszyscy już się domyślają. Sądzę, że na listach tych brakuje podpisów sędziów, co czyni neoKRS nieważną nawet w świetle uchwalonego przez PiS prawa. A w takim wypadku wszystkie akty wydawane przez neoKRS, w tym nominacje sędziowskie, są nieważne.
(Edytowałem po przeczytaniu wywiadu z Andrzejem Dudą.)







Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.