W Polsce oskarżenie kogoś o agenturalność, zwłaszcza na rzecz Rosji, ma najcięższy kaliber moralny. Dlatego strona antypisowska, demokratyczna, wzdraga się przeciwko podnoszeniu takich oskarżeń wobec PiSu, choć sugestie, ale bez stawiania kropek nad i, pojawiły się już w wywiadach z byłymi szefami SKW, generałami Piotrem Pytlem i Januszem Noskiem.
Zdaje się, że Tomasz Piątek wprost oskarża Kaczyńskiego o agenturalność w swojej najnowszej książce Wielkie łowy Kaczyńskiego. Książkę kupiłem, ale nawet jeszcze nie zacząłem jej czytać – mam zaległości na innych polach – więc opieram się na rozmowie Piątka z Jackiem Pałasińskim, będącej promocją tej książki.
Tomasz Piątek mówi, że Andrzej Lepper i Tadeusz Rydzyk byli największymi konkurentami Jarosława Kaczyńskiego do objęcia roli głównego agenta Rosji w Polsce. Z Lepperem Kaczyński stoczył walkę i ją wygrał, z Rydzykiem musiał zawrzeć coś w rodzaju rozejmu czy sojuszu. No ale skoro Lepper i Rydzyk byli konkurentami Kaczyńskiego, to znaczy, że on sam do pozycji głównego agenta Rosji aspirował, by w końcu ją objąć.
Według Piątka, Kaczyński w trakcie swoich rozmów z agentem KGB Alatolijem Wasinem na początku lat ’90 miał uzyskać obietnicę, może wręcz nominację, że w zamian za finlandyzację Polski, czyli strategiczne, geopolityczne podporządkowanie Polski interesom rosyjskim, dostanie on prawo do rządzenia Polską jak chce. Osobiście on, Jarosław Kaczyński, nikt inny (modulo konkurenci, którym pewnie obiecano to samo, a Rosja tylko się przyglądała, który z nich wygra). I próby realizacji tego planu, według Piątka, wyjaśniają wszelkie późniejsze działania polityczne Jarosława Kaczyńskiego.
W tej interpretacji są słabe punkty: po pierwsze, akcesja Polski do militarnych i politycznych struktur Zachodu, NATO i UE, po drugie, werbalna antyrosyjskość Kaczyńskiego. Tomasz Piątek nie mówi o tym w przywoływanej rozmowie, a czy pisze w książce, nie wiem. Ja jednak uważam, że te wątpliwości można łatwo rozwiać.
Jeśli chodzi o deklarowaną antyrosyjskość, sprawa jest wręcz trywialna. Jarosław Kaczyński jest cynikiem, który bez zmrużenia oka powie cokolwiek, nieważne, czy sam w to wierzy, czy nie, byleby uważał, że to mu przyniesie władzę. Polacy są antyrosyjscy, jest to wręcz rdzeń naszej kultury, więc Kaczyński jest werbalnie antyrosyjski. Proste, a na Kremlu to zrozumieją. Przecież to są cyniczni pragmatycy, nie wrażliwi intelektualiści.
Co do przystąpienia Polski do UE, to PiS bardzo długo unikał jednoznacznych deklaracji. Kaczyński poparł akcesję dopiero gdy expressis verbis poparł ją papież, a więc sprawa stała się przesądzona, a sprzeciwianie się słowom największego ówczesnego autorytetu Polaków mogłoby być szkodliwe.
Z NATO rzecz wydaje się bardziej skomplikowana. Z jednej strony PiS chwali się, że to politycy z tego środowiska jako pierwsi zadeklarowali, że celem Polski jest przystąpienie do NATO (Jan Parys, minister w rządzie Olszewskiego), z drugiej Rosja uważa NATO za wroga, więc przystąpienie Polski do NATO jest, na pierwszy rzut oka, trudne do pogodzenia z planami finlandyzacji Polski. No tak, ale w latach ’90 ówcześni przywódcy Rosji doskonale wiedzieli, że NATO Rosji nie zagraża, sama Rosja nie przejawiała tendencji ekspansjonistycznych i podejmowała jakieś próby demokratyzacji, a rosyjscy analitycy zapewne przewidywali stopniowy uwiąd NATO. (I kto wie, może i NATO by uwiędło, gdyby nie napaść Rosji na Ukrainę.) W tej sytuacji przystąpienie państw środkowoeuropejskich, które wyrwały się spod dominacji ZSRR, do NATO mogło być dla Rosji porażką prestiżową, ale nie stanowiło realnego zagrożenia, więc można było odpuścić. (Dla porządku przypomnę, że Tadeusz Rydzyk i jego media konsekwentnie, aż do samego końca, sprzeciwiały się przystąpieniu Polski tak do NATO, jak i UE.) Widzimy zresztą obecnie na przykładzie Węgier, że można jednocześnie być członkiem NATO i prowadzić prorosyjską politykę. I to w sytuacji wojny w Ukrainie.
Tak więc język Kaczyńskiego i postawa PiS wobec akcesji Polski do UE i NATO tak naprawdę nie pozostają w sprzeczności z hipotetycznym planem finlandyzacji w zamian za pełnię władzy nad Polską.
Były to jednak argumenty adwokata diabła. Ja bowiem nie uważam, że PiS to rosyjska agentura, a Kaczyński jest zadaniowany z Moskwy. Po prostu cele Kaczyńskiego są zbieżne z interesami Kremla, a on bez najmniejszych skrupułów z rosyjskiego wsparcia korzysta, być może szczerze uważając się przy tym za przeciwnika Rosji. Jarosław Kaczyński ma się za człowieka tak inteligentnego, bystrego i przebiegłego, że sądzi, iż on zawsze Rosję przechytrzy.
Kaczyński, jak Putin, jest przeciwnikiem demokracji, wolności, westernizacji, którą utożsamiają z zachodnią zgnilizną, równouprawnienia, rządów prawa i obywatelskiej kontroli nad poczynaniami władzy. Kaczyński jest przeciwnikiem Unii Europejskiej a nawet NATO, bezpieczeństwa Polski upatrując wyłącznie w gwarancjach amerykańskich. Kaczyński, jak Putin, jest za centralizmem i uważa, że władza ma prawo narzucać obywatelom co mają myśleć i jak żyć, obywatele zaś powinni być władzy posłuszni, bo przecież władza wie lepiej i robi wszystko dla dobra Narodu. Nie wiem, czy Kaczyński myśli, że Polska ma jakąś szczególną rolę dziejową do odegrania, ale nie sprzeciwia się takim głosom wychodzącym z kręgów kościelno-nacjonalistycznych, gdyż w swojej nieogarnionej pysze uważa, że to jemu jednemu, Jarosławowi Kaczyńskiemu, Pan Bóg, Weltgeist lub jego własna wybitna inteligencja objawiły, jak Polska ma być urządzona i jaką rolę ma odegrać i żadne wahania ani wątpliwości w tym zakresie wręcz nie mogą być dopuszczalne. To nie jest przesada ani figura retoryczna. On naprawdę tak myśli.
Kaczyński myślałby to wszystko i bez Putina, gdyż wychował się i mentalnie ukształtował w czasach gomułkowskich. Rozumiał je i dobrze się w nich czuł, miał jedynie pretensje, że władza narzuca obywatelom poglądy szkodliwe, ale już to, że władza w ogóle rości sobie prawo do narzucania innym poglądów, nie budziło jego oporów. Niestety, Kaczyński w tym stanie umysłowym skostniał, zamarł. Jarosław Kaczyński jest antykomunistycznym bolszewikiem.
Kaczyński rozmawiał z Wasinem nie po to, aby otrzymywać instrukcje czy nawet obietnice, ale dlatego, że go to dowartościowywało. Jarosław Kaczyński jest bowiem człowiekiem straszliwie zakompleksionym. Uważa się za bardziej inteligentnego i wartościowego od innych i nie może znieść, że nie jest powszechnie doceniany. Skoro więc Wasin, uchodzący za głównego agenta KGB w Polsce, chciał rozmawiać właśnie z nim, to znaczy, że Wasin go docenił! Kaczyński zapewne racjonalizował sobie rozmowy z agentem KGB w ten sposób, że myślał, iż to on od niego wyciąga informacje. Kaczyński jest przecież taki bystry, taki chytry, cóż to dla niego taki Wasin.
Z tego kompleku Kaczyńskiego wynika i to, że obecnie tak wielką przyjemność sprawia mu pomiatanie przeciwnikami, upokarzanie ich.
Kaczyński byłby więc, jaki jest, i bez Putina, a Putin Kaczyńskiego jedynie wykorzystuje. Jednym ze strategicznych celów putinowskiej Rosji jest osłabienie, docelowo wręcz rozbicie Unii Europejskiej, a Polska rządzona przez Kaczyńskiego i jego PiS doskonale się do tego nadaje. Putin wspiera rządy PiS, bo wie, że drugiego takiego faktycznie prorosyjskiego rządu w Polsce nie będzie, no chyba, że powstałby rząd złożony z Grzegorza Brauna, Janusza Korwin-Mikke, Antoniego Macierewicza, zmartwychwstałego Kornela Morawieckiego i Tadeusza Rydzyka jako kierownika Urzędu Do Spraw Wyznań, na co się jednak nie zanosi. Rosja wspiera więc rząd PiS pomagając dyskredytować jego przeciwników, uruchamiając farmy trolli działające przeciwko polskim ugrupowaniom demokratycznym, podrzucając taśmy kelnerów, pozwala jednemu czy drugiemu dorobić się na handlu surowcami i robi mniejsze prezenty, w rodzaju podarowania Glapińskiemu willi za pół-darmo. Kaczyński, jak przypuszczam, zdaje sobie z tego wszystkiego sprawę, ale bez oporów wszystkie te podarki przyjmuje, o ile tylko pomagają mu zdobyć i utrzymać władzę. Pecunia non olet. On by z samym diabłem zawarł pakt w zamian za władzę, myśląc, że koniec końców on tego diabła przechytrzy.
Co oczywiście nie oznacza, że w rządzie PiS i w otoczeniu Kaczyńskiego nie ma prawdziwych rosyjskich agentów – szpiegów i agentów wpływu. Rzecz jasna są. Kategorię samą w sobie stanowi tu Antoni Macierewicz, zresztą też nie rosyjski agent, który nie jest człowiekiem PiSu, a jedynie uznał PiS za wehikuł do realizacji swojej obłąkanej agendy; może napiszę o tym oddzielnie. Jednak PiS jako całość i osobiście Jarosław Kaczyński nie są tworami Rosji, agentami Rosji, nie są z Rosji zadaniowani. Po prostu cele PiS i cele Rosji są zbieżne, gdyż wynikają z tej samej wizji świata, chorej i anachronicznej. Przy czym werbalnie Kaczyński i inni wyżsi działacze PiS są antyrosyjscy, po pierwsze dlatego, że polskie społeczeństwo jest antyrosyjskie, po drugie, gdyż są skrajnymi nominalistami. Dla nich liczy się to, co zostanie nazwane, nie to, co się dzieje. Dlatego nie przeszkadza im robienie interesów z Rosją, przeszkadza zaś, że Tusk i Sikorski starali się blokować pewne antyzachodnie poczynania Rosji, oficjalnie odnosząc się do Rosji jak do normalnego państwa.
***
Powiada się, że kryterium prorosyjskości/antyrosyjskości rządu PiS jest jego stosunek do wojny w Ukrainie. O tym z pewnością napiszę oddzielnie.





Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.