Kontynuuję mój poprzedni wpis. Jednym z moich wielkich nauczycieli był profesor Andrzej Staruszkiewicz. Otóż profesor Staruszkiewicz twierdził, że każda wielka teoria fizyczna odpowiadała na koniecznośc wyjaśnienia jakichś ważnych faktów doświadczalnych. Staruszkiewicz kontynuował, że teoria strun jest wobec tego bez sensu, jako że na nic nie odpowiada, jest koncepcją całkowicie wymyśloną – dodatek mój – jak kiedyś eter. Nauczony przez Staruszkiweicza pisałem więc wielokrotnie, iż obecnie nie ma żadnych powodów do kwantowania grawitacji, gdyż nie ma żadnych znanych faktów obserwacyjnych, które taka teoria miałaby wyjaśnić. A jednak…
Staruszkiewicz mówił, że powodem powstanie Ogólnej Teorii Względności była konieczność wyjaśnienia równości masy ciężkiej i masy bezwładnej (w czasach Einsteina z doświadczenia wiedziano, że są one sobie równe zaledwie z dokładnością 1:108; dzisiaj wiemy, że różnice nie przekraczają 1:1012). Otóż jeżeli przyjmiemy, że masa bezwładna jest nadawana cząstkom na skutek oddziaływań kwantowych, mianowicie poprzez mechanizm Higgsa, ten sam mechanizm powinien nadawać cząstkom masę ciężką. Skoro zatem masa-źródło pola grawitacyjnego, czyli, według OTW, źródło zakrzywnienia przestrzeni, nadawana jest w mechanizmie kwantowym, grawitacja, u samych swoich podstaw, też ma charakter kwantowy. Ten charakter trzeba zrozumieć, czyli opracować kwantową teorię grawitacji; wcale nie musi to być jednak teoria strun.
Zatem faktem doświadczalnym, który hipotetyczna/przyszła kwantowa teoria grawitacji powinna wyjaśnić, jest to samo, co było powodem opracowania OTW: równość masy bezwładnej i masy ciężkiej. Nie sądzę, żebym oto dokonał jakiegoś przełomu naukowego, ludzie na pewno to wiedzą (choć Smolin o tym nie pisze!) – po prostu ja coś, na własny użytek, zrozumiałem.