Przedwczorajszy wyrok Trybunału Konstytucyjnego, zakazujący aborcji z powodu ciężkiego i nieodwracalnego uszkodzenia płodu, jest jednym z bardziej haniebnych wydarzeń w historii Polski po 1989. Niektórzy podnoszą, że to nie jest tak naprawdę wyrok, gdyż został wydany przez skład, w którym zasiadały osoby nieuprawnione, dublerzy, a rozprawie przewodniczyła mgr Julia „Wolfgangowa” Przyłębska, która bezprawnie uważa się za prezesa TK. Ponadto o sprawie fundamentalnie ważnej zdecydowała grupka niemłodych osób („grupka kolesi”), w większości reprezentujących jedną stronę spektrum politycznego, bez żadnej publicznej dyskusji czy debaty, wbrew, jak należy sądzić, większości opinii publicznej, udając, że rozstrzygają problem prawny, gdy w rzeczywistości narzucili krajowi swoje interpretacje moralne. Te argumenty zapewne w jakiejś przyszłości posłużą do obalenia tego wyroku, ale na razie, choć dezawuowany, przez kilka najbliższych lat będzie on obowiązywał.
Nie będę tłumaczył, dlaczego wyrok ten uważam za okrutny i haniebny. Kto to rozumie, ten rozumie, a fanatycznych reprezentantów drugiej strony i tak nie przekonam.
Chcę natomiast zwrócić uwagę na trzy ważne, moim zdaniem, zagadnienia łączące się z tym wyrokiem.
A. Prawica unieważniła „kompromis aborcyjny” z 1993. Dotąd pomiędzy stanowiskami skrajnymi, żądaniami całkowitego zakazu aborcji vs liberalizacji aborcji na wzór zachodni, istniało stanowisko pośrednie: nie dopuszczamy aborcji zdrowych, prawidłowo rozwijających się ciąż, ale dopuszczamy aborcję z przesłanek humanitarnych. Otóż tego środka już nie ma. Dotąd umiarkowani konserwatyści, chadecy, liberałowie, a także znaczna część katolików, tego kompromisu bronili, co z tego, że z coraz bardziej kwaśnymi minami. Dziś już nie ma czego bronić. Zostają tradycjonaliści i katoliccy integryści w sojuszu z tymi mężczyznami, dla których zakaz aborcji jest narzędziem do kontrolowania kobiet z jednej strony, a środowiska lewicowe, sprzeciwiająca się opresji starego porządku młodzież i większość kobiet z drugiej. Więc gdy zmieni się – bo przecież kiedyś się zmieni – układ sił politycznych i debata na temat ustawy aborcyjnej powróci, dzisiejsi umiarkowani, nie mając już własnego stanowiska, którego mogliby bronić, dołączą raczej do lewicy niż do integrystów, choćby dlatego, że jakichkolwiek związków z integrystami będą się po prostu brzydzić. Także wszyscy ci, którym kryteria dopuszczalności aborcji są moralnie obojętne, opowiedzą się raczej za stanowiskiem, które w dzisiejszej Polsce uważane jest za skrajne lewactwo, a w zachodniej Europie jest już normą, niekwestionowaną nawet przez tamtejszych konserwatystów: aborcja na życzenie, być może poprzedzona obowiązkową konsultacją lekarską i rozmową z psychologiem, jest dopuszczalna do któregoś tygodnia ciąży.
Prawica, wykreślając kompromis aborcyjny, zmusza wszystkich umiarkowanych i obojętnych do opowiedzenia się po którejś stronie. I jestem przekonany, że nie będzie to strona integrystyczna. Wczorajszy wyrok TK, paradoksalnie, doprowadzi do liberalizacji aborcji, choć ceną za to będzie kilka lat cierpienia kobiet, ich nieszczęsnych, skazanych na bolesną śmierć dzieci i ich rodzin.
B. Kościół nie obroni swojego integrystycznego stanowiska, gdyby – na przykład – miało dojść do referendum w kwestii liberalizacji dopuszczalności aborcji. Kościół stracił już swój autorytet moralny. Pogrzebał się pod obroną pedofilów i systemową niepamięcią o tych przestępstwach, pazernością, demonstracyjnym zawłaszczaniem przestrzeni symbolicznej, ścisłym, przekraczającym wręcz granice śmieszności (biskup porównujący nieudolnych ministrów do ewangelistów) sojuszem z władzą i absurdalnymi atakami na osoby nieheteronormatywne. Pod seksualnymi fiksacjami większości kleru. Pod absurdalną walką o utrzymanie podległości kobiet. Nawet teraz, w czasie epidemii, polski Kościół, miast opiekować się samotnymi, chorymi, tracącymi poczucie materialnego bezpieczeństwa, przerażonymi ludźmi, toleruje jakieś bzdury, że ksiądz, rozdając komunię, nie może przekazać koronawirusa, bo ma konsekrowane dłonie. Zamiast wzywać ludzi do solidarności i wzajemnej pomocy, szczuje wiernych na lewaków i gejów, dzieląc ludzi na lepszych i gorszych. Zamiast namawiać ludzi do zachowania zasad higieny i dystansu, wzywa do stawiania krzyży morowych jako najbardziej skutecznego remedium przeciwko chorobie, biskupi zaś ostentacyjnie lekceważą państwowe zalecenia higieniczne. Nie żyjemy w XVIII wieku. Wiemy, że istnieją drobnoustroje, które za nic sobie mają obrzędy religijne, a jednak Kościół z całą powagą zwraca się do nas językiem teologii sprzed stuleci, jakbyśmy nie chodzili na lekcje biologii w szkole.
Kościół wzywa kobiety do heroizmu, do rodzenia ciężko chorych dzieci, ale sam, zamiast wspierać te kobiety, buduje kolejne monstrualne świątynie, kupuje samochody i inne dobra materialne, domagając się pieniędzy, pieniędzy i jeszcze więcej pieniędzy. Popiera hipokrytów i przemocowych nacjonalistów, a bojowy różaniec, mogący służyć jako kastet, jest dla niego znakiem wiary, a nie obrazą Boga.
Ludzie to wszystko widzą. Oczywiście Kościół zachowuje autorytet w konserwatywnych środowiskach tradycjonalistycznych, wśród ludzi starszych, na autorytet Kościoła powołują się grupy przemocowych nacjonalistów, istnieją też dość prężne integrystyczne wspólnoty młodzieżowe. Prężne, ale niezbyt liczne. Jak wynika z badań PEW Reserach Center, Polska jest jednym z najszybciej laicyzujących się krajów: jako całość jesteśmy wciąż jednym z najbardziej religijnych krajów w Europie, ale rozziew pomiędzy dużym zaangażowanie religijnym osób 40+ a znacznie bardziej umiarkowaną religijnością osób młodszych jest największy pośród wszystkich badanych krajów.
I dlatego, gdyby miało dojść do referendum w sprawie liberalizacji dopuszczalności aborcji lub innej formy publicznej debaty na ten temat, Kościół przegra. Zaangażuje całe swoje zasoby, lecz przegra.
C. Sam fakt wydania wyroku przez Trybunał pani Wolfgangowej świadczy, że władza Kaczyńskiego słabnie. Opinia publiczna czyni Kaczyńskiego odpowiedzialnym za wczorajszy wyrok Trybunału. Moim zdaniem niesłusznie, mimo iż „z urzędu” musi on robić dobrą minę do złej gry. Kaczyński nie jest katolickim integrystą. Wątpię nawet, czy on wierzy w Boga. Kaczyński jest politycznym cynikiem, bez wahania wykorzystującym wszystko, co może umocnić jego władzę. Ponieważ większość Polaków to nominalni katolicy, Kościół zaś wciąż cieszy się dużym autorytetem w środowiskach wiejskich, ostoi władzy PiS, Kaczyński postawił na sojusz z Kościołem. Jarosław Kaczyński nie jest żadnym „genialnym strategiem”, ale jedną rzecz naprawdę umie: czytać sondaże. Otóż sondaże, a także rozmiar Czarnego Protestu po próbie ustawowego zaostrzenia zakazu aborcji w 2016, jasno pokazują, że większość obywateli naszego kraju takiego zaostrzenia nie chce. Forsowanie tego projektu obróciłoby opinię publiczną przeciw PiSowi. Dlatego Kaczyński kazał zamrozić stosowną ustawę w komisjach sejmowych, gdzie dotrwała ona do końca kadencji i umarła na skutek dyskontytuacji.
Jednak grupa posłów PiS – licznie tam obecni katoliccy integryści – i Konfederacji – przemocowcy chcący mieć władzę nad kobietami – zaskarżyła kompromis aborcyjny do TK. Ten długo zwlekał z wydaniem wyroku, pani Przyłębska opóźniała to, jak mogła, ale w końcu ona i zasiadający z woli PiS w Trybunale katoliccy integryści i hipokryci, wydali wyrok. Nie po myśli Kaczyńskiego. Jemu wcale nie zależy na spełnianiu zachcianek naszego anachronicznego Episkopatu, tylko na utrzymaniu władzy – a wie, że zaostrzenie przepisów o dopuszczalności aborcji, zwróci przeciwko Pisowi znaczną część opinii publicznej. Tak znaczną, że aż może rozstrzygnąć o wyborach. A mimo to mgr Przyłębska wydała wyrok antagonizujący wobec PiS znaczną grupę wyborców, w tym wyborców dotąd obojętnych, nieuczestniczących w wyborach lub bezrefleksyjnie głosujących na PiS dla świętego spokoju.
Przyłębska uległa presji swoich – he, he – kolegów z TK i dopuściła do odbycia się rozprawy, o której z góry było wiadomo, jaki będzie wyrok. Moim zdaniem stało się to wbrew woli Kaczyńskigo, który wie, że na skutek tego wyroku znaczna część opinii publicznej zwróci się przeciwko niemu. Kaczyński nie kontroluje już Trybunału. Mianując katolickich fundamentalistów do TK, Kaczyński wypuścił dżina z butelki. He had it coming.
Jest to drugie tego typu zdarzenie. Pierwszym było starcie z panem Zbyszkiem przy okazji „rekonstrukcji rządu”, z którego, wbrew powszechnym oczekiwaniom, to pan Zbyszek wyszedł zwycięsko. Nie stracił nic ze swoich prerogatyw ani wpływu na obsadzone przez jego ludzi spółki Skarbu Państwa, za to wylansował się jako najtwardszy element w całym PiSie, a pozycja jego głównego oponenta, a zarazem faworyta Kaczyńskiego, Mateusza Morawieckiego, została osłabiona.
Kaczyński wciąż symbolicznie stoi na czele szeroko pojętego PiSu, wciąż jego głos najbardziej się liczy w szeregu spraw, ale nie jest już jedynowładcą. Musi się liczyć z opiniami innych grup. A wewnątrzpisowska skrajna prawica właśnie uzyskała samodzielność.
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.