Wybór Karola Nawrockiego na prezydenta odebrałem jako policzek. Taki typ odpowiada większości moich współobywateli?! To jest nie tylko katastrofa polityczna, ale wręcz moralna. Jakoś próbuję się z tą myślą oswoić i zrozumieć, dlaczego tak się stało, patrz mój poprzedni wpis, ale nie jest mi łatwo.
Ale czy na pewno typ odpowiada większości wyborców? Pojawiają się liczne doniesienia o cudach nad urną – w komisjach, w których w I turze wygrywał Trzaskowski, w II wygrał Nawrocki i to nie tylko przejmując wszystkie głosy pozostałych kandydatów, ale też część głosów Trzaskowskiego. Kilkoro przewodniczących przyznało, że omyłkowo w protokołach przypisali głosy na Trzaskowskiego Nawrockiemu i na odwrót, ciekawa rzecz, zawsze tam, gdzie w rzeczywistości to Trzaskowski wygrał. Bardzo znacznie wzrosła liczba głosów nieważnych, z dwoma krzyżykami; jeśli to członek komisji, popełniając tym samym przestępstwo, dopisał krzyżyk drugiemu kandydatowi, unieważnił tym samym prawidłowo oddany głos na tego pierwszego. Wreszcie dziwna i nielegalna z punktu widzenia Kodeksu Wyborczego aplikacja miała służyć członkom komisji do uniemożliwiania oddania głosów osobom z zaświadczeniem o prawie do głosowania, ba, ponieważ te zaświadczenia im odbierano, ale karty do głosowania nie wydawano, taki członek komisji mógł potem zagłosować, jak chciał, podszywając się pod oszukanego wyborcę.
Banieczka szacuje, ile głosów mógł w ten sposób Trzaskowski stracić, a Nawrocki oszukańczo zyskać. Kilka, kilkanaście, kilkadziesiąt tysięcy? To oburzające, ale nie wpłynie na ostateczny wynik wyborów. Oczywiście jeśli zarzuty się potwierdzą a sprawcy zostaną wykryci, należy ich bardzo dotkliwie ukarać. Nie po to, aby odwrócić wynik, ale po to, żeby na przyszłość jeden z drugim wiedział, że fałszerstwa wyborcze to bardzo poważne przestępstwo.
Pojawiają się jednak głosy, że fałszerstw mogło być tak dużo, że wpłynęły na wynik wyborów – przecież było „na żyletki”, Nawrocki wygrał z Trzaskowskim ledwie o 370 tysięcy głosów. Część przeciwników Nawrockiego coraz głośniej domaga się ponownego przeliczenia głosów, dziwiąc się przy tym, że i rząd, i główne media antypisowskie mówią, że wszystko wskazuje na to, że wynik wyborów, rozumiany nie w sensie liczby głosów na tego i tamtego kandydata, ale jako binarny wybór Nawrocki vs Trzaskowski, został ustalony prawidłowo. I ja się z tym zgadzam. Jeśli na światło dzienne nie wypłyną jakieś masowe, nie budzące wątpliwości fałszerstwa, wyraźnie ponad to, co już teraz wiemy, muszę się zgodzić, że wybory, jakkolwiek byłoby to przykre, wygrał Karol Nawrocki.
Ostatecznie o ponownym przeliczeniu głosów, a nawet o unieważnieniu wyborów, zdecydować musi Sąd Najwyższy. Jeśli neo-Izba Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych orzeknie ważność wyborów, marszałek Hołownia może stwierdzić, że ta neo-Izba nie jest Sądem Najwyższym i czekać na orzeczenie prawdziwego SN, którego się nie doczeka. Hołownia może wówczas nie zwołać Zgromadzenia Narodowego w celu zaprzysiężenia Nawrockiego, a gdy kadencja Dudy 6 sierpnia zakończy się, objąć funkcję głowy państwa i rozpisać nowe wybory. Tylko że to spowoduje całkowitą anarchię, bo znaczna część naszych współobywateli powie, że wybory zostały im ukradzione. Nie będą uznawać decyzji Hołowni jako głowy państwa, nie uznają wyboru nowego prezydenta, jeśli nie będzie to Nawrocki – a nie wiadomo, czy on do ponownych wyborów stanie. Zapewne nie, bo przyznanie, że Hołownia mógł legalnie rozpisać nowe wybory będzie oznaczało, że mógł nie uznać orzeczenia neo-Izby, a to by kwestionowało cały sens PiSowskiej „reformy wymiaru sprawiedliwości”. A jeśli Nawrocki, choć to wątpliwe, do tak powtórzonych wyborów by stanął, to Trzaskowski przegra jeszcze bardziej dotkliwie, bo ludzie się wkurzą, że Platforma nie umie przyznać się do porażki.
[Edit 1 lipca] Nie, Hołownia nie będzie mógł rozpisać nowych wyborów, bo nie będzie orzeczenia o nieważności tych, które się odbyły. Hołownia będzie mógł jedynie wycofać weto Dudy i podpisać ustawę incydentalną, tak, aby orzeczeniem o ważności wyborów mógł się zająć prawidłowy skład SN. Hołownia będzie jeszcze mógł mianować Bilewicza profesorem, a Klicha i Schnepfa ambasadorami. Więcej nie da rady. Ale do wybuchu anarchii dojdzie tak czy siak.
Słowem, zapanuje chaos. Część obywateli będzie uznawać za głowę państwa Nawrockiego, część kogoś innego. Może nawet dojść do jakichś gwałtownych demonstracji i protestów. Bardzo małą pociechą będzie konstatacja, że winę za to ponosi Duda, który zawetował ustawę incydentalną, odbierającą neo-Izbie prawo do orzekania o ważności wyborów.
Najbardziej z anarchii w Polsce cieszyć będzie się Rosja.
Powiem wprost: Prezydent o bardzo nieciekawej przeszłości, podejrzanych powiązaniach, ze znikomymi kompetencjami, realizujący mściwy plan Jarosława Kaczyńskiego, ale powszechnie uznawany za wybranego prawidłowo, choć jego rzeczywista przewaga była zapewne mniejsza, niż to oficjalnie ogłoszono, jest tysiąc razy lepszy dla Polski niż stan, w którym mamy prezydenta i antyprezydenta, obaj są kontestowani przez bardzo duże grupy wyborców, nie ma powszechnej zgody, który z nich jest prawomocny i władny do podejmowania decyzji wiążących dla państwa. Dla dobra państwa lepiej zgodzić się na złego prezydenta, nawet niezbyt prawidłowo wybranego, niż zafundować Polsce prawny chaos, przy którym obecne zamieszanie z neosędziami to byłaby kaszka z mlekiem.
Ale prawdziwą pułapką zastawioną na Koalicję 15 października byłoby, gdyby neo-Izba nie uznała ważności wyborów. Bo wtedy jest klops. Jeśli sejmowa większość zgodzi się z tym orzeczeniem, de facto uzna tę neo-Izbę, a więc i jej poprzednie orzeczenia, w tym to nakazujące wypłacenie dotacji PiSowi, a tak naprawdę uzna wszystkich neo-sędziów. Problem czyszczenia sądownictwa z PiSowskich szkodników zniknie, umrze śmiercią tragiczną, no, ale pojawi się szansa odwrócenia wstydliwych – i zapowiadających bardzo przykre skutki – wyników II tury. Ale z anarchią w bonusie.
Jeśli sejmowa większość orzeczenia neo-Izby o nieważności wyborów nie uzna, to zachodzą dwie możliwości. Po pierwsze, może stwierdzić, że wybory prezydenckie są objęte domniemaniem ważności (co jest wątpliwe, sytuacja z wyborami prezydenckimi jest inna, niż z parlamentarnymi), więc marszałek Hołownia zwoła Zgromadzenie Narodowe i zaprzysięże Nawrockiego. Nawrockiego! Wtedy PiS będzie miał problem, czy protestować przeciwko zignorowaniu neo-Izby, czy cieszyć się z Nawrockiego. Po drugie, podobnie jak wyżej, Hołownia może stwierdzić, że neo-Izba nie jest sądem, więc będzie czekał, aż o ważności wyborów orzeknie Sąd Najwyższy, który tego nie zrobi. A dalej jak poprzednio, Hołownia obejmie urząd głowy państwa i rozpisze nowe wybory, a w kraju zapanuje anarchia.
Spodziewam się, że neo-Izba uzna ważność wyboru Nawrockiego, Hołownia stwierdzi, że choć neo-Izba nie jest Sądem Najwyższym, wybory objęte są domniemaniem ważności, a SN ważności wyborów nie zakwestionował. Marszałek Sejmu zwoła Zgromadzenie Narodowe i Nawrocki zostanie zaprzysiężony. Mimo całej obrzydliwości prezydenta-elekta i wątpliwości wobec prawidłowego zliczenia głosów, stanie się tak dla dobra Polski. Ale gdybym był neo-Izbą i naprawdę chciał zaszkodzić obecnej koalicji rządzącej, a przy okazji zadbać o własne interesy, to chyba bym wyników II tury nie uznał.
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.