PiSowska afera wizowa wybucha jak granat w szambie. Wszyscy zainteresowani wiedzą, o co poszło, więc tylko w skrócie: W wielu krajach Afryki i Azji, aby dostać wystawioną przez Polskę wizę schengeńską, koniecznie trzeba było skorzystać z pośrednictwa agencji outsourcingowej, za co zainteresowani płacili kilka tysięcy dolarów. Bez tego pośrednictwa uzyskanie polskiej wizy było praktycznie niemożliwe, za to skorzystanie z niego było najłatwiejszym sposobem na zdobycie prawa wjazdu do strefy Schengen.. Agencja kompletowała dokumenty kandydata i przedstawiała je konsulowi, który często tylko przybijał pieczątkę. Są doniesienia, że w niektórych krajach afrykańskich gotowe polskie dokumenty wizowe można było kupić na straganie przed ambasadą. Nie wiadomo, ile wiz w ten sposób Polska wystawiła, ale szacuje się na około 250 tysięcy dla mieszkańców Azji i Afryki w ciągu ostatnich trzydziestu miesięcy. Polskie MSZ z różnych źródeł od kilku miesięcy dostawało sygnały, że system jest wybitnie korupcjogenny, ale nic z tym nie zrobiło. Cały proceder nie byłby możliwy bez współpracy (korupcji) w polskim MSZ i w polskich służbach specjalnych, które system wizowy powinny ochraniać.
Nawet decyzja o utworzeniu Centrum Decyzji Wizowych MSZ w Łodzi, którą PiS na wiosnę bardzo się chwalił i związany z tym projekt rozporządzenia o przeniesieniu obsługi wizowej obywateli 20 krajów z lokalnych konsulatów do tego centrum – mówiło się o 400 tysiącach wiz rocznie; przy tej okazji afera zaczęła wychodzić na światło dzienne – retrospektywnie wygląda na próbę wyeliminowania pośredników i przejęcia całości nielegalnych zysków, a także obejścia obstrukcji niektórych konsulów, którzy poważnie podchodzili do swoich obowiązków i odmawiali wydawania wiz byle komu, choć byli to płacący klienci!
Wisienką na torcie byli „filmowcy z Bollywood” ministra Piotra Wawrzyka. Minister Wawrzyk, całkowicie bezprawnie, wydawał polecenia konsulatowi w Mumbaju, aby poza wszelką kolejnością wystawiać wielokrotne (to ważne) wizy schengeńskie imiennie wymienionym obywatelom Indii, rzekomo filmowcom, choć z filmem mieli oni wspólnego tyle, że pewnie kilka widzieli w kinie. Okazało się, że osobom tym zależało na wjeździe… do Meksyku. Otóż posiadacz wielokrotnej wizy schengeńskiej może na tej podstawie wjechać do Meksyku, a stamtąd jakimś zwykłym szlakiem przemytniczym do Stanów, bo to USA były ostatecznym celem tych ludzi. Ten kanał odkryły amerykańskie służby imigracyjne, wszczęły raban i w Polsce coś zaczęło się dziać.
Najpierw posadę i miejsce na listach PiS stracił nadzorujący departament wizowy wiceminister Wawrzyk, ale formalnie nie wiadomo, dlaczego. No, współpraca przestała się układać. Myślano, że chodziło o (odwołane) rozporządzenie o 400 tysiącach wiz rocznie, ale dziennikarze stopniowo zaczęli ujawniać kolejne elementy afery. Innymi słowy, skutki wybuchu granatu wiadomo gdzie zaczęły ochlapywać coraz więcej wysoko postawionych osób w PiSie. Po drodze aresztowano jednego współpracownika Wawrzyka, ale szybko zwolniono – rzekomo ma nagrania kompromitujące wyższych funkcjonariuszy PiSowskiego MSZ. Dziś zrobiło się już na tyle źle, że MSZ zaczął wdrażać damage control i zwolnił z pracy kilka osób, o których jeszcze dwa dni temu PiS miał jak najlepsze zdanie.
Powtórzmy, że centralnym punktem skandalu jest fakt, że polskie wizy schengeńskie można było dostać wyłącznie za łapówkę, że Polska faktycznie utraciła kontrolę nad całą procedurą i że mowa być może aż o ćwierci miliona wiz.
W tym systemie polskie służby konsularne nie miały nawet możliwości sprawdzenia, komu wydawane są wizy, jaka jest historia i powiązania tych osób. Polska nawet nie wie, kogo do strefy Schengen wpuściła. Zapewne większość to są bona fide migranci, którzy chcieli wyjechać ze swojego kraju i dostać się do bogatej, bezpiecznej i dosyć chłodnej Europy, by tutaj żyć i pracować, a byli na tyle poinformowani i na tyle zamożni, by wybrać wygodną drogę z wystawioną przez Polskę wizą zamiast marszu przez pustynię i rejsu w jakimś dziurawym pontonie przez Morze Śródziemne. Polska stała się ważnym szlakiem przerzutowym nielegalnych (choć formalnie legalizowanych) imigrantów do Europy. Jednak z dużym prawdopodobieństwem są w tej grupie także ofiary handlu ludźmi, przestępcy, którzy chcą rozwijać swój proceder – handel narkotykami, kradzieże, wyłudzenia, drugi koniec handlu żywym towarem i podobne aktywności – w Europie, a mogą też być terroryści. Wyobraźmy sobie, co by się działo, gdyby terrorysta wysadził się w kolejce do muzeum, w kawiarni czy na stadionie gdzieś w Europie, służby badają jego tożsamość i okazuje się, że miał on wizę schengeńską wystawioną za łapówkę przez Polskę. Jesteśmy słabym, żałosnym kraikiem, który na użytek wewnętrzny epatuje swoją ksenofobią i „obroną cywilizacji łacińskiej”, ale gdy w grę wchodzą pieniądze, to proszę bardzo, panie Talibeczku, oto wystawiona przez Polskę wiza schengeńska, skoro szanowny pan płaci, bo tak naprawdę ochronę bezpieczeństwa Europy mamy w dupie. Utraciliśmy reputację. Niepohamowana pazerność, krańcowy cynizm i niebotyczny brak kompetencji rządu PiS doprowadziły do tego, że Polska utraciła wiarygodność i to Polska będzie musiała ciężko pracować, by ją odzyskać. Dziś jesteśmy najsłabszym ogniwem europejskiego systemu bezpieczeństwa. Może dojść do tego, że Polska zostanie wykluczona ze strefy Schengen, a przynajmniej że wystawiane przez Polskę wizy przestaną być honorowane.
Jezu, jaki wstyd! Jakie upokorzenie!
A zarazem wciąż mamy mur na granicy z Białorusią i polską Straż Graniczną z sadystyczną przyjemnością wypychającą ludzi na bagna. Już w tym komentarzu pisałem:
Może pushbaki, oprócz wymiaru propagandowego, są skierowane przeciwko klientom chcącym uniknąć opłaty?
Teraz jestem już właściwie pewien, że pushbaki dotykały osoby, które nie zapłaciły lub zapłaciły jakiejś nieautoryzowanej konkurencji. A polską wizę można było kupić nawet w Mińsku 😦 Więc jeśli ktoś jeszcze raz będzie chciał napisać, że mur Błaszczaka jest słuszny, sprawiedliwy i skuteczny, niech się dobrze zastanowi, czy ma za tym jakieś argumenty.








Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.