We wczorajszej Wyborczej Witold Gadomski przypomniał niedawny artykuł Andrzeja Lubowskiego. Lubowski pisał tak:
[…] to właśnie innowacyjne produkty finansowe przyczyniły się do gigantycznych strat. […] W ostatnim półroczu słyszałem z ust bankowców USA, Europy i Azji taką wersję wydarzeń: "Mało kto z nas, powyżej 35. roku życia i bez doktoratu z fizyki, rozumiał te instrumenty."
Bez doktoratu z fizyki. Ha, można to interpretować co najmniej na dwa sposoby. Po pierwsze, to fizycy winni są całemu złu, bo wymyślili piekielne instrumenty finansowe i skłonili nieświadomych ryzyka ludzi do ich stosowania. Nawet jeśli nie złej woli, to dlatego, że fizyka tak bardzo oderwała się od rzeczywistości i zajmuje się rzeczami, których "zwyki ludzie" nie rozumieją i które okazują się dla nich groźne. Fizycy przez kilka ostatnich lat byli dumni z tego, że wnieśli naprawdę duży wkład intelektualny w inżynierię finansową. Dziś, w czasie kryzysu, zapewne nie należy o tym zbyt głośno mówić. Piotrek Białas powiada, że już widzi te tłumy wzburzonych obywateli, idących z pochodniami aby podpalać instytuty naukowe. Ale można się na to popatrzeć także z innej strony: Oto doktorat z fizyki stanowi świadectwo kwalifikacji intelektualnych, potrzebnych do zrozumienia skomplikowanych narzędzi. Nie masz odpowiednich kwalifikacji intelektualnych – stosujesz je bezrozumnie i przegrywasz. Przytaczane przez Lubowskiego zdanie mimo wszystko jest pochwałą: doktorat z fizyki świadectwem wysokich kwalifikacji intelektualnych.
A mnie się przypomina baba widziana jakieś dwa miesiące temu w telewizorze, w szczycie zamieszania wywołanego opcjami walutowymi, a raczej spekulacjami na opcjach walutowych (spekulacjami – kto zawierał "normalne" transakcje opcyjne, ten może i poniósł jakieś straty, ale bankructwo mu nie grozi). Otóż baba, dobrze ubrana, zadbana, dyrektor finansowy jakiejś polskiej firmy, właśnie upadającej na skutek strat na opcjach, mówi: "A kto by te wszystkie opcje zrozumiał?" Babo! Skoro nie rozumiałaś, dlaczego zaangażowałaś w to kupę forsy? Czy jest dla baby usprawiedliwieniem to, że wysoko postawieni rozmówcy Lubowskiego też nie rozumieli? Nie, ale baba może się zawsze pocieszać, że jest w dobrym towarzystwie. Zresztą, dyrektorzy finansowi z torbami nie poszli, a pracownicy – who cares?