Dzisiaj sąd wojskowy uniewinnił wszystkich siedmiu żołnierzy i oficerów oskarżonych w sprawie Nangar Khel. To bardzo dobra wiadomość. To bardzo zła wiadomość.
Wiadomość jest dobra, bo zgodnie z zasadą in dubio pro reo wszelkie wątpliwości należy rozstrzygać na korzyść oskarżonych. Sąd nie był w stanie odtworzyć wszystkich okoliczności zdarzenia – nie był w stanie, bo proces toczył się w Warszawie, a Nangar Khel jest w Afganistanie, wielu dowodów nie dało się zdobyć, a niektóre, utajnione, być może są w posiadaniu Amerykanów. Amerykanie nie chcą ich udostępnić. Nie wiadomo nawet, czy je mają.
Wydaje mi się jednak, że w orzeczeniu sądu brakuje istotnych elementów. Czy był słynny rozkaz „przepierdolić trzy wioski”, czy go nie było? Zapewne sąd uważa, że nie było, gdyż uniewinnił majora, który miał go wydać. W takim jednak razie dlaczego oskarżony chorąży powoływał się na taki rozkaz? Kto faktycznie wydał rozkaz strzelania? A skoro miały być „trzy wioski”, to która miała być druga i trzecia? To wszystko przyczynia się do tego, że wiadomość o wyroku jest zła. Być może trzeba poczekać na uzasadnienie.
Jednak wiadomość jest zła głównie dlatego, że sprawa Nangar Khel jest paskudna. Skojarzenia z My Lai narzucają się same i może powstać wrażenie, że Polska, jak tyle innych państw i armii przed nią, tuszuje swoje zbrodnie wojenne i chroni ich sprawców.
Nasi ministrowie już publicznie i radośnie komentują wyrok sądu. Dziś został obroniony honor żołnierza polskiego, mówi minister Bogdan Klich. Ach, no przecież, to nie do pomyślenia, aby polski żołnierz, w przeciwieństwie do żołnierzy amerykańskich, francuskich, chińskich, kongijskich i tylu innych, świadomie strzelał do bezbronnych cywilów. Włożenie polskiego munduru tak uszlachetnia. Sądzę, że ministrowie nie powinni komentować wyroków, nawet tych, z których są zadowoleni. A już zwłaszcza komentować głupio.
Nie mam za to nic przeciwko innym rzeczom, o których mówi Klich: objęcie żołnierzy pomocą prawną, zmiany zasad użycia broni.
Z porównaniami Nangar Khel do My Lai nie należy przy tym przesadzać. O ile można przyjąć, że Amerykanie w My Lai w pierwszej chwili myśleli, iż atakują kryjówkę Vietkongu, o tyle później widzieli wyraźnie, że w wiosce są tylko starcy, kobiety i dzieci, a jednak strzelali do tych ludzi z bliskiej odległości, przez wiele godzin, zabijając kilkaset osób. Polacy ostrzelali wioskę z dużej odległości i tylko kilkoma pociskami – twierdzą, że omyłkowo, gdyż rzekomo celowali w okoliczne wzgórza, gdzie wybuchła większość pocisków – ostrzał dość szybko przerwali. Zabili sześcioro cywilów. Także z sądowego punktu widzenia sprawy są inne – w My Lai byli świadkowie, inni Amerykanie, którzy chronili resztki mieszkańców. Jednak bez względu na liczbę ofiar, jeżeli Polacy celowali w wioskę wiedząc, że nie ma w niej talibów, którzy mogliby ich zaatakować, byłaby to zbrodnia wojenna.
Dla porządku przypomnę, że Polska wypłaciła odszkodowanie rodzinom ofiar, a ranni Afgańczycy byli leczeni w Polsce.
Wiadomość jest zła także i z tego względu, że niewyjaśniona pozostaje rola Służby Kontrywiadu Wojskowego, kierowanej wówczas przez Antoniego Macierewicza. Możliwe, że chłopcy z SKW chcieli się wykazać rewolucyjną czujnością i pokazać, o ile są lepsi od rozwiązanych niedługo przedtem WSI, robiąc wielką sprawę z tragicznego, lecz przypadkowego incydentu; możliwe dodatkowo, że zrobili to w ramach konfliktu z innymi służbami wojskowymi. Możliwe jednak, iż to właśnie SKW, być może przekraczając swoje uprawnienia, zapobiegło próbom tuszowania zbrodni wojennej przez polską Żandarmerię Wojskową. A teraz przyszła mi do głowy jeszcze jedna możliwość: Ktoś w kierownictwie SKW także miał skojarzenia z My Lai, postanowił więc kosztem żołnierzy uchronić Polskę przed skandalem wynikającym z pomówień o tuszowanie zbrodni wojennej, nawet jeżeli zbrodni wojennej w ostatecznym rozrachunku nie było.
Przypuszczam, że prokuratura złoży apelację, sprawa trafi do wyższej instancji i będzie się ciągnąć przez kolejnych kilka lat. Niezależnie od tego, jakim wyrokiem się zakończy, nie sądzę, abyśmy dowiedzieli się wiele więcej o tym, co naprawdę zaszło w Nangar Khel. Może po latach, gdy odtajnione zostaną akta i archiwa.


Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.