W mediach, które czytam lub oglądam, ciągle zadawane jest pytanie: Czy PiS nie widzi, że odpychając Polskę od Unii Europejskiej i NATO, odpycha nas od jedynych sił, które mogłyby obronić nas w razie jakiejś katastrofy? Dobitnie napisał to Ziemowit Szczerek:
W tym wszystkim tej „zdroworozsądkowej” prawicy umyka to, że oddalając się od europejskich standardów, zniechęcamy do siebie NATO i Unię. Naszych jedynych – jedynych! – gwarantów bezpieczeństwa. Z tego prostego powodu, że odrzucając zachodnie wartości, po prostu przestajemy być częścią Zachodu. Stajemy się tym, czego Zachód nie lubi, czyli nieprzewidywalnym, agresywnym Wschodem. I do tego jeszcze wyszli z nas niewdzięczni, dwulicowi hipokryci, którzy, jak oburzał się dopiero co „Dresdner Neueste Nachrichten”, „najedli się przy unijnym stole, a teraz wstają, bekając” […] Tacy ludzie nie mają z Zachodem nic wspólnego, a zatem – myśli Zachód – nie ma żadnego sensu ich bronić, pomagać im i tak dalej.
Rzecz w tym, iż PiS – a konkretnie, Jarosław Kaczyński – sądzi, że nie ma zagrożeń, przed którymi Unia i NATO mogłyby nas obronić. Uważam, że Kaczyński tak właśnie sądzi.
Cóż bowiem mogłoby zagrozić Polsce? Według Kaczyńskiego, dwie siły: Rosja i… Unia Europejska. Zacznijmy od Unii. Dla Kaczyńskiego i czołówki PiSu Unia to Niemcy. Niemcy nie zagrażają nam militarnie, ale chcą nas wpędzić (o ile już tego nie zrobiły!) w relację postkolonialną. Chcą, abyśmy byli dla nich rynkiem zbytu i dostarczycielem taniej siły roboczej, a nawet aby zyski wypracowywane w Polsce dzięki unijnym (niemieckim) inwestycjom były transferowane do Europy Zachodniej (do Niemiec). Ale Zachodnia Europa (Niemcy) chce zrobić coś jeszcze gorszego: chce zatruć polską duszę, zniszczyć nas od wewnątrz, subwersywnie wprowadzając u nas swoje pedalskie multi-kulti, gendery, wegetarianizmy i bicyklizmy, wywołać w nas poczucie winy za pańszczyznę, sarmatyzm i antysemityzm, za dawne i współczesne zacofanie, wreszcie zniszczyć cywilizację łacińską, której winniśmy być ostoją, wszystko zaś po to, abyśmy duchowo zniewoleni nie mogli się z relacji postkolonialnej wyrwać. No i dla dobra międzynarodowych koncernów.
Drugą siłą zagrażającą Polsce jest Rosja. Tyle że – tak uważa Kaczyński – w przewidywalnej przyszłości, powiedzmy przez trzydzieści lat, to zagrożenie się nie ziści. Nie dlatego, że Rosja się ucywilizowała, co to, to nie, ale dlatego, że nie da rady. Gospodarka rosyjska się sypie, budżet trzeszczy w szwach na skutek ogromnego spadku cen surowców energetycznych, państwo zaś będzie musiało się przeciwstawiać islamizmowi i tendencjom separatystycznym na Kaukazie (już to robi, płacąc tamtejszym watażkom gigantyczne pieniądze) i chińskiej ekspansji na Dalekim Wschodzie. Nawet inwazja na Krym i wschodnią Ukrainę przekonała Putina, że agresywna polityka się nie opłaca: Krym co prawda udało się zająć bardzo łatwo – nie tylko dzięki „zielonym ludzikom”, ale także uprzedniej obecności rosyjskich wojsk (Flota Czarnomorska), autentycznej przychylności miejscowej ludności, wątpliwym związkom Krymu z Ukrainą i silnym sentymentalnym związkom Krymu z Rosją (nie mówię o jakichś legendarnych opowieściach o chrzcie św. Włodzimierza w Chersoniu, ale o krwawych wojnach, jakie Rosja toczyła w XVIII i XIX wieku w celu zdobycia i utrzymania Krymu), zresztą plany tej operacji musiały być od dawna gotowe – ale już wywołanie masowego antyukraińskiego powstania w Noworosji zupełnie się nie powiodło. Putin zyskał jedynie fragmenty obwodów donieckiego i ługańskiego, no i zdestabilizował ukraińską gospodarkę. Poniósł przy tym i nadal ponosi wielkie koszta wizerunkowe, na wschodniej Ukrainie realne straty wojskowe, przedłużająca się operacja wojskowa dużo kosztuje, Rosja musi utrzymywać Krym, a w dodatku rosyjska gospodarka cierpi na skutek nałożonych sankcji. Pokonanie i późniejsza okupacja Polski, z militarnego punktu widzenia jak najbardziej możliwe, musiałyby kosztować znacznie, znacznie więcej. Nie opłaca się.
Jak się ma do tego NATO? Teoretycznie jesteśmy objęci gwarancjami Artykułu V Traktatu Waszyngtońskiego, ale zachodni alianci mogliby być niechętni do udzielenia Polsce realnej pomocy w wypadku rosyjskiego ataku. Oczywiście krzyczeli by głośno, wprowadzili surowe sankcje, ale my i tak znaleźlibyśmy się pod okupacją. Historia, myśli Jarosław Kaczyński, nauczyła nas, że zachodnim sojusznikom nie należy ufać. Nawet wojna rosyjsko-gruzińska z 2008 pokazała, że państwa NATOwskie, w tym Stany Zjednoczone, dużo mówią i zapewniają o swoim poparciu, ale gdy przyjdzie co do czego, podkulają ogon, nie ryzykując konfliktu z Rosją. To samo stało się z „gwarancjami integralności terytorialnej”, jakich Stany Zjednoczone i Wielka Brytania (i Rosja) udzieliły Ukrainie. Jednak, jako się rzekło, Rosja militarnie nam nie zagraża.
No właśnie: nam. Sytuacja krajów nadbałtyckich jest zupełnie inna. Po pierwsze, sentymentalne związki Rosji z krajami bałtyckimi są dużo silniejsze, niż związki z Polską, po drugie, w Estonii i Łotwie mieszka naprawdę duża mniejszość rosyjska, po trzecie, Rosja zyskałaby lądowe połączenie ze strategicznie ważnym Obwodem Kaliningradzkim, zarazem, po czwarte, okrążając i już zupełnie podporządkowując sobie Białoruś. W dodatku w wypadku jakiegoś kryzysu wewnętrznego „operacja bałtycka” mogłaby być bardzo skutecznym narzędziem mobilizacji poparcia rosyjskiej opinii na rzecz władz. Koszta tego wszystkiego byłyby bardzo duże (choć mniejsze, niż w wypadku ataku na Polskę), ale zyski też niebagatelne. A ponieważ Rosja jest nieprzewidywalna, nie można takiego scenariusza wykluczyć.
Zachodni alianci nie udzieliliby Bałtom realnego i skutecznego poparcia wojskowego, ale, kto wie, może popchnęliby do tego Polskę? Zresztą Polska, ze swoim frajerskim poczuciem honoru, sama mogłaby porwać się do wypełniania zobowiązań traktatowych i rozpocząć wojnę z Rosją, co skończyłoby się dla nas militarną katastrofą. Nie okupacją, ale wielkimi stratami, koniecznością opuszczenia NATO i wpadnięciem w rosyjską strefę wpływów na długie lata. I dlatego Kaczyński uważa, że Traktat Waszyngtoński nie jest dla nas gwarancją, ale zagrożeniem. Nie warto umierać za Tallin.
A co będzie za owe umowne trzydzieści lat? Może Polsce, zjednoczonej moralnie i patriotycznie wokół nowej siły przewodniej, uda się wyrosnąć na regionalne mocarstwo pomiędzy Wschodem i Zachodem, a zachowując poprawne stosunki z Rosją, skłoni ją raczej do współpracy (Rosja współpracuje tylko z silnymi) niż do agresji?
A zatem skoro Rosja nie stanowi zagrożenia, a innych zagrożeń militarnych Kaczyński nie dostrzega, nie potrzebujemy francuskich śmigłowców, amerykańskich rakiet czy współpracy wywiadowczej ze Słowacją w ramach NATO. Potrzebujemy jedynie formalnego członkostwa w NATO aby zaznaczyć swoją odrębność od Rosji i przyjaźń z Ameryką. Skoro z Rosją należy zachować poprawne stosunki aby kiedyś móc z nią współpracować, antyrosyjska propaganda w prawicowych mediach jest wyciszana, w Polskim Radio ważne stanowiska obejmują ludzie znani z otwarcie proputinowskich sympatii, a dawne ruskie trolle (sądząc po nickach) mogą bez przeszkód pracować dla PiSu. Nawet o wrak już się nie upominamy. W dodatku Rosja jest nastawiona antyunijnie i antyliberalnie co najmniej tak samo, jak PiS, więc w tym obszarze można by z Rosją współpracować już teraz. Bo to Unia Europejska, czyli Zachodnia Europa, czyli Niemcy, jest największym zagrożeniem dla Polski.
Jeśli ktoś sądzi, że bredzę twierdząc, iż według PiSu Unia Europejska i NATO są zagrożeniami dla Polski, przypominam wypowiedź dr. Andrzeja Dudy, którą już zresztą przywoływałem :
Jak podkreślił prezydent „konstytucja z 1997 roku była przyjęta przed wstąpieniem Polski do Sojuszu Północnoatlantyckiego i wstąpieniem do Unii Europejskiej” i „nie uwzględnia tych elementów”.
Dodał też, że konstytucyjnego wzmocnienia wymagają także niektóre prawa obywatelskie. –Żeby w konstytucji wzmocnić także gwarancje naszej suwerenności – powiedział.
Jak widać, dla prezydenta Dudy przynależność Polski do Unii i NATO oznacza zagrożenie suwerenności.
Co zatem z Unią? Według Jarosława Kaczyńskiego (jeszcze raz przepraszam za konieczność linkowania tego portalu),
Niemcy są nam winni bardzo dużo w każdym wymiarze, począwszy od moralnego, a skończywszy na ekonomicznym. Rachunek krzywd jest ogromny. Od wojny te sprawy nie zostały wyjaśnione, a w sensie prawnym są aktualne.
Unia (Niemcy) powinni nam płacić, bo to jest ich zobowiązanie moralne – to staje się oficjalnym elementem PiSowskiej retoryki, podobnie w ostatnich dniach mówili Tomasz Terlikowski, Bartosz Kownacki z MON, Zbigniew Ziobro i Paweł Kukiz – ale dla Polski żadne (moralne, polityczne, ekonomiczne) obligacje z tego nie wynikają. Póki więc Unia będzie płacić, czyli do końca obecnej perspektywy budżetowej, póty Polska w Unii pozostanie. A potem nasze członkostwo będzie wygaszane.
Jarosław Kaczyński, PiS i ich zwolennicy nie dostrzegają innych zagrożeń: Tych związanych z IS i sytuacją a Bliskim Wschodzie, klimatycznych, migracyjnych, ekonomicznych wynikających z trendów globalnych (globalizacja i postęp techniczny, eliminujące miejsca pracy), ekonomicznych wynikających z wewnętrznej sytuacji Unii, ekonomicznych wynikających z niepewnych perspektyw na Dalekim Wschodzie, ekologicznych, konsekwencji ewentualnej – Boże, uchowaj! – katastrofy gospodarczej Rosji, niczego. Nie rozumieją, że to właśnie próba budowy „niezależnej” gospodarki w opozycji do Unii Europejskiej skaże nas na peryferyjność. Nie dostrzegają, że niektórym zagrożeniom Europa będzie się mogła przeciwstawić albo wspólnie, albo wcale.
Chciałbym, naprawdę chciałbym, aby było prawdą, iż Rosja nam militarnie nie zagraża, ale nie mam takiej pewności: Państwo rosyjskie jest Polsce bardzo niechętne, przede wszystkim zaś nieprzewidywalne i wszystkie z pozoru racjonalne dywagacje mogą wziąć w łeb. Kaczyński i PiS nie rozumieją, że osłabiając NATO i Unię Europejską, grają przede wszystkim na rzecz interesów Putina, a osłabiając pozycję Polski w strukturach Zachodu, popychają nas w stronę popadnięcia w zależność od Rosji. Zapewne robią tak wbrew swoim najszczerszym intencjom, ale po owocach poznacie go.
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.