Migiem do…?

Pamiętacie aferę z rosyjską rakietą, która spadła pod Bydgoszczą? 16 grudnia 2022 Polska otrzymała ostrzeżenie od Ukrainy, że w naszą przestrzeń powietrzną zapewne wleci ruska rakieta typu, który potencjalnie może przenosić głowice jądrowe. Wleciała. Wojsko Polskie ją śledziło, ale zgubiło, gdy zeszła zbyt nisko. Ówczesny Dowódca Operacyjny, gen. Tomasz Piotrowski, poinformował o zdarzeniu Sztab Generalny oraz MON. Choć wojsko zalecało usilne poszukiwania rakiety, minister Błaszczak zarządził poszukiwania w ograniczonym zakresie, żeby nie denerwować lokalnej ludności, a potem w ogóle kazał je przerwać. I tak rakieta przeleżała w lesie do wiosny 2023, gdy przypadkiem natknęła się na nią randomowa turystka.

Wybuchł skandal. Domagano się wyjaśnień, dlaczego wojsko nie szukało rakiety i dlaczego opinia publiczna nie została poinformowana o tym zdarzeniu. Błaszczak kręcił i próbował zwalić winę na gen. Piotrowskiego.

Dowódca Operacyjny zaniechał swoich instrukcyjnych obowiązków, nie informując mnie o obiekcie, który pojawił się w polskiej przestrzeni powietrznej,

powiedział Błaszczak. Nie jest jasne, o co mu chodziło, być może głównie o to, że on uprzednio chwalił się, iż pod rządami PiS zbudowano superszczelny system obrony powietrznej kraju, a tu okazało się, że to nieprawda i Błaszczakowi zrobiło się głupio. Oświadczenie Błaszczaka zabrzmiało jednak tak, jakby oczekiwał, iż generał powinien przyjść do niego i osobiście poinformować go o incydencie, nie zaś po prostu przekazać pilny meldunek do MON.

Otóż całkiem podobnie dzieje się obecnie w sprawie przekazania Ukrainie samolotów MiG-29, tyle że w roli Błaszczaka występuje prezydent Karol Nawrocki.

Prasa podała, że Polska chce przekazać Ukrainie kilka samolotów MiG-29, którym pod koniec grudnia kończy się tzw. resurs, więc zgodnie z prawem Wojsko Polskie i tak nie mogłoby ich używać – należało by je przekazać do muzeum lub na żyletki. A w Ukrainie wciąż mogą się przydać.

Oburzony Nawrocki oświadczył, że on sam dowiedział się o tym z mediów i że to jest skandal.

Tymczasem sprawa była dwukrotnie omawiana na posiedzeniach Komitetu Bezpieczeństwa z udziałem generała z prezydenckiego BBN. Zatem Kancelaria Prezydenta, prezydent jako urząd państwowy, była poinformowana (prezydent zresztą nie podejmuje tu żadnych decyzji, ale oczywiście powinien o sprawie wiedzieć), ale do samego Karola Nawrockiego informacja nie dotarła. Prezydent najwyraźniej ma pretensje o to, że minister Kosiniak-Kamysz nie udał się do niego w tej sprawie osobiście.

Można by na to machnąć ręką, że w Kancelarii Nawrockiego panuje taki sam bałagan komunikacyjny, jak w MON Błaszczaka. (Podobno było tak, że ten generał z BBN nie przekazał informacji Cenckiewiczowi, bo ten nie ma dopuszczenia do tajemnic państwowych, a Nawrocki z całego BBNu rozmawia wyłącznie z Cenckiewiczem.) Jednak, jak sądzę, sprawa przekazania MiG-ów Ukrainie i to, w jaki sposób prezydent powinien być o niej poinformowany, wpisuje się w szersze zagadnienie: Karol Nawrocki, uzurpując sobie prawa, których formalnie nie ma, chce, metodą faktów dokonanych, przechylić ustrój kraju w stronę ustroju prezydenckiego.

Dlatego domaga się, aby minister osobiście informował go MiG-ach. Dlatego oczekuje, że rząd będzie z nim konsultował projekty ustaw zanim skieruje je do Sejmu. Dlatego chce, aby konsultowano z nim kandydatów na ambasadorów zanim MSZ podejmie jakiekolwiek dalsze kroki w tej sprawie. Dlatego wetuje kolejne ustawy przyjęte przez parlament, choć właściwie nie wiadomo, jakie są konkretne powody kolejnych wet. Dlatego wreszcie wzywa szefów służb specjalnych na odprawę, chociaż nie jest ich przełożonym (służby specjalne podlegają premierowi, więc prezydent mógłby co najwyżej poprosić premiera, aby ten szefów służb do niego wysłał), a gdy oni nie przychodzą, w odwecie odmawia powołania na pierwszy stopień oficerski kandydatów na funkcjonariuszy ABW i SKW; to ostatnie było szczególnie szkodliwe, głupie i małostkowe.

Nie można na to pozwolić i to dla zasady, z szacunku dla obowiązującego w Polsce prawa, a nie jedynie dlatego, że Karol Nawrocki na prowadzeniu spraw państwa się zupełnie nie zna. Ustrojowa pozycja prezydenta, z silnym mandatem pochodzącym z powszechnych wyborów, ale ze słabymi kompetencjami pozytywnymi, za to z silnymi kompetencjami negatywnymi (destrukcyjnymi, hamującymi), jest dziwaczna, wręcz aberracyjna. Przynosi o wiele więcej szkód, niż pożytku. Nawet w czasie rządów wywodzących się z tej samej formacji Millera i Kwaśniewskiego mówiło się o panującej pomiędzy nimi „szorstkiej przyjaźni”, a co dopiero teraz, w czasie otwarcie wrogiej kohabitacji. Zapewne warto by to zmienić, w jedną albo w drugą stronę, ale po dogłębnej analizie i dyskusji, w dodatku pod warunkiem, że wszystkie zaangażowane strony kierować się będą dobrem państwa, a nie swoim wybujałym ego, swoimi fobiami i swoimi doraźnymi – bardzo doraźnymi – interesami, jak robi to Karol Nawrocki, a zwłaszcza ministrowie w jego Kancelarii i tylko dlatego, że Nawrocki tak chce. Tak być nie może.

MiG-29

I kto tu rządzi?

Wielu komentatorów zastanawia się, kto dzisiaj rządzi na prawicy, Jarosław Kaczyński czy Karol Nawrocki. Początkowo „wszyscy” uważali, że Nawrocki realizuje agendę, wręcz polecenia PiSu. Szybko jednak zauważono, że Nawrocki wybija się na niepodległość od Kaczyńskiego. Dzisiaj maski opadły: Na prawicy rządzi Nawrocki, a Kaczyński jest mu całkowicie podporządkowany.

Chodzi mi o głosowanie nad odrzuceniem weta Nawrockiego w sprawie kryptowalut. Krypto z jednej strony stały się instrumentem spekulacyjnym, jak cebulki tulipanów w XVII wiecznej Holandii i tyle innych walorów później, co naraża nieświadomych, ale skuszonych łatwym zyskiem „inwestorów” na kolosalne straty. Do tego sama natura krypto bardzo ułatwia oszustwa. Ale po drugie, krypto, dzięki swojej wysokiej wartości (wywindowanej spekulacją?) i niezwykłej łatwości ukrywania tożsamości uczestników transakcji, wręcz zachęca do używania ich jako środka płatności w transakcjach nielegalnych: narkotyki, handel ludźmi, handel bronią, pranie pieniędzy, wymuszenia.

W naszym wypadku obawy budzi przede wszystkim to, że wedle wszelkich znaków na niebie i na ziemi Rosja używa krypto do finansowania działalności dywersyjnej. Byliby głupi, gdyby tego nie robili.

I oto Karol Nawrocki zawetował ustawę nakładającą kontrolę na rynek kryptowalut w Polsce. Donald Tusk wezwał do odrzucenia weta, wskazując przede wszystkim na zagrożenia rosyjskie, a także na inne zagrożenia kryminalne. Jarosław Kaczyński powiedział, że jego zdaniem kryptowaluty powinny być zakazane. A PiS ostatecznie zagłosował za podtrzymaniem weta.

PiS, żeby zrobić na złość Tuskowi, opowiedział się za ułatwieniem Rosji finansowania działań dywersyjnych i za ułatwieniem gangsterom przeprowadzania operacji finansowych na dużą skalę. A przy okazji widać, że stanowisko Nawrockiego bierze prymat nad poglądami Kaczyńskiego.

To Karol Nawrocki ma dziś rząd dusz na polskiej prawicy. Jarosław Kaczyński już się nie liczy.

***

Czemu Karol Nawrocki zawetował ustawę o kontroli krypto to inna historia. Nawrocki na krypto się nie zna – on się w ogóle na niczym nie zna, a na krypto w szczególności – a Konfa pewnie go przekonała, że krypto oznacza wolność (żeby było śmiesznie, w oryginalnych założeniach tak było). Krypto pół-legalnie sfinansowało mu część kampanii wyborczej i finansuje prawicowe media. Do tego w swoim otoczeniu zapewne ma lobbystów zabiegających o brak ograniczeń dla krypto dlatego, że Rosja używa krypto do działań przeciwko Polsce i całemu Zachodowi. A w dodatku wszystko wskazuje na to, że pomorscy gangsterzy – środowisko, które Nawrockiemu imponowało i które miało i zapewne nadal ma na niego duży wpływ – masywnie inwestują w krypto, czy to żeby oszukiwać naiwnych, czy też aby wyprać pieniądze, nieważne. Zapewne jedno i drugie.

Jakie by jednak nie były motywacje Nawrockiego, ja dzisiaj podkreślam, że na prawicy to jego zdanie się liczy. Opinia Kaczyńskiego nie ma już żadnego znaczenia.

Łaskawcy

Stany Zjednoczone wraz z Rosją zaproponowały Ukrainie „plan pokojowy”, oznaczający de facto kapitulację Ukrainy. Jest on dla Ukrainy nie do przyjęcia.

Nie wiedzieć czemu ten plan dla Ukrainy, poza różnymi obraźliwymi i z nikim nie uzgadnianymi punktami dotyczącymi „Europy”, zawiera punkt odnoszący się nie do Ukrainy, ale do Polski. Mianowicie, Rosja i Stany Zjednoczone zgadzają się, że w Polsce mogą stacjonować europejskie myśliwce.

Dobrze się nad tym zastanówmy: To nie Polska samodzielnie decyduje, jakie samoloty chce u siebie mieć. To Stany Zjednoczone i Rosja muszą łaskawie wyrazić na to zgodę.

Przecież to oznacza utratę suwerenności, ważnej części suwerenności. Pisałem niedawno, że Rosja chciałaby Polskę „sfinlandyzować”, no i proszę…

Ale kto nam to chce narzucić? Czyżby, jak twierdzą Kaczyński, Karol Nawrocki i ich żałośni zwolennicy, Niemcy i Unia Europejska, dybiące na naszą suwerenność? Nie! Oto kawałek suwerenności odbiera Polsce prezydent Donald Trump, według PiS jedyny i niewzruszony gwarant naszej wolności.

Nie, bo nie

Karol Nawrocki odmówił powołania na pierwszy stopień oficerski 136 funkcjonariuszy służb specjalnych oraz awansowania 46 sędziów. To pierwsze Nawrocki uzasadniał tym, że szefowie służb nie przyszli do niego na wezwanie, a w drugim wypadku odmówił awansu sędziom słuchającym złych podszeptów ministra Żurka i przez to kwestionującym status neosędziów, zgodnie z wyrokami europejskich Trybunałów. Jedna i druga odmowa jest czystym szkodnictwem, a odmowa powołania na pierwszy stopień oficerski młodych funkcjonariuszy na dodatek parszywym draństwem: Bogu ducha winni ludzie, chcący pracować w służbach specjalnych, mają zablokowane kariery, bo Nawrocki chce się zemścić na ich szefach powołanych przez Tuska.

Tymczasem to sprawa sędziów bardziej poruszyła opinię po naszej stronie. Różni ludzie, w tym nawet minister Żurek czy prof. Marcin Matczak, mówią, że Karol Nawrocki łamie w ten sposób konstytucję. Obawiam się, że to jest bardziej skomplikowane.

Formalnie, na gruncie konstytucji, prezydent nie jest związany wnioskiem KRS i może odmówić nominowania (niektórych) wskazanych kandydatów. Oczywiście powinien przy tym pamiętać o obowiązku współdziałania władz i wspieraniu ogółu wartości konstytucyjnych, ale to są wymogi „miękkie”, z których trudno wyprowadzić wskazówki do konkretnych działań. Jeden rabin powie tak, drugi inaczej, jeden sąd orzeknie tak, inny inaczej. Twardy przepis jest tylko taki, że prezydent może odmówić, a zgodnie z wyrokiem NSA wydanym po tym, gdy Lech Kaczyński jako pierwszy odmówił podpisania niektórych nominacji sędziowskich, prezydent nie musi nawet swoich odmów uzasadniać, bo realizując swoją „osobistą prerogatywę”, nie działa jako organ administracji.

Pisałem już o tym dawno temu, gdy Andrzej Duda odmówił awansowania niektórych sędziów wskazanych przez starą KRS, gdyż wcześniej wydawali wyroki, które PiS krytykował. Zacytuję samego siebie:

Decyzję prezydenta można – i, moim zdaniem, wręcz należy – krytykować jako partyjniacki i pełen hipokryzji atak władzy wykonawczej na władzę sądowniczą. Ale prezydent miał formalną możliwość tak postąpić, co jest przyczynkiem do obserwacji, że konstytucja pisana była z myślą o ludziach stosujących ją w dobrej wierze. Wypowiedź [ówczesnego] prezydenckiego rzecznika, że prezydent „może, ale nie musi” powoływać sędziów, jest arogancka, ale zgodna z prawdą.

Zasadnicze pytanie jednak brzmi, po co Nawrocki to robi? Żeby uprzykrzyć życie Tuskowi? Zapewne. Żeby pozbawiając rząd Tuska sprawczości, utrudnić, uniemożliwić Koalicji Obywatelskiej wygranie wyborów w 2027? To też. Ale przede wszystkim po to, aby metodą faktów dokonanych zwiększyć swoją osobistą władzę, nagiąć ustrój państwa w stronę ustroju prezydenckiego. Dlatego żąda, aby przedstawiać mu kandydatów na ambasadorów zanim zostaną oficjalnie zgłoszeni, konsultować z nim projekty ustaw zanim wpłyną do Sejmu, aby szefowie służb specjalnych, którzy mu nie podlegają (!), mieli obowiązek osobistego raportowania prezydentowi. A w kwestii sędziów podtrzymuje niekonstytucyjne, bezprawne urojenie Dudy, że prezydencka nominacja ma moc uzdrawiającą: jeśli prezydent mianuje sędziego, to ten ktoś jest sędzią, nawet jeśli wniosek o ich powołanie był wadliwy.

Niedoczekanie! Tym uzurpacjom Nawrockiego należy się przeciwstawiać z całą mocą. On straszy, że jeśli rząd nie ulegnie jego żądaniom, to on nie mianuje, nie podpisze, zawetuje. No to niech to robi, bury miś jeden. Zaszkodzi w ten sposób Polsce, ale pójdzie to na jego konto. Niech Polska cierpi, byle jego było na wierzchu. Jak już pisałem, po tamtej stronie sceny politycznej nie ma patriotów. Dotyczy to także Karola Nawrockiego.

Gdyby rząd się, w trosce o Polskę, ugiął, Nawrocki i reszta towarzystwa uznaliby to jedynie za objaw słabości i tylko zwiększyli swoje żądania. Niedoczekanie!

13 listopada, p.s. Sytuacja z tymi sędziami jest o tyle paranoiczna, że Nawrocki zablokował ich, bo protestowali przeciwko neosędziom, a teraz sami chcieli zostać neosędziami, biorąc nominacje od neo-KRS. Hę? Ach, bo oni chcieli być tymi dobrymi! Z drugiej strony skoro neo-KRS ich zaakceptowała, to ich protesty nie mogły być dla dotychczasowych neosędziów szczególnie dotkliwe.

Król Stanów Zjednoczonych

Na dzisiejszym spotkaniu z generałami, prezydent Donald Trump powiedział, że jeśli nie dostanie Pokojowej Nagrody Nobla, będzie to „wielka zniewaga” dla Stanów Zjednoczonych.

Dłuższy cytat brzmi tak:

Will you get the Nobel prize? Absolutely not. They’ll give it to some guy that didn’t do a damn thing. They’ll give it to a guy that wrote a book about the mind of Donald Trump and what it took to solve the wars. The Nobel prize will go to a writer. We’ll see what happens, but it would be a big insult to our country. I will tell you I don’t want it, I want the country to get it. It should get it because there’s never been anything like it. Think of it. If this happens — I think it will, I don’t say that lightly — I know more about deals than anybody.

Ostatnie zdanie odnosi się do zaproponowanego przez Trumpa planu pokojowego dla Strefy Gazy.

Powtórzmy, żeby to dobrze zrozumieć: Trump, który od dawna przy różnych okazjach powtarzał, że zasługuje na Nagrodę Nobla, twierdzi dzisiaj, że on nie chce nagrody dla siebie, ale dla całego kraju. A jednocześnie, że jeśli on Nagrody nie dostanie, będzie to zniewaga dla Stanów Zjednoczonych.

Trump powiedział „państwo to ja”.

Amerykanie, którzy tak bardzo chcieli się uchronić przed monarszym despotyzmem, wybrali sobie nie prezydenta, a króla. I najwyraźniej są z tego powodu bardzo szczęśliwi.

Rosyjska potęga imperialna

Pundyci twierdzą, że w wyniku wojny w Ukrainie Rosja nieodwołalnie traci status mocarstwa, stając się wasalem Chin. Chiny są teraz głównym partnerem handlowym Rosji, bez dochodów ze sprzedaży surowców Chinom oraz bez dostaw z Chin dla rosyjskich przedsiębiorstw o znaczeniu wojskowym, a zwłaszcza bez dyplomatycznego wsparcia ze strony Chin, pozycja Rosji byłaby o wiele słabsza, być może może nawet Rosja zmuszona byłaby uznać swoją przegraną. Symboliczną pozycję Rosji świetnie widać było na niedawnym szczycie w Pekinie, gdzie Putin i Kim grzecznie szli ćwierć kroku za Xi, po obu jego stronach, jako sojusznicy najbliżsi, ale jednak podrzędni (reszta zaproszonych przywódców szła w dalszych szeregach).

Zgadzam się, że z dużym prawdopodobieństwem długo-, a nawet średnioterminowo Rosja przestanie być mocarstwem, stając się młodszym partnerem Chin. Ale, po pierwsze, nie natychmiast, po drugie, rosyjscy przywódcy albo tego jeszcze nie wiedzą, albo udają, że nie wiedzą, a po trzecie, od czasów Iwana Srogiego logiką rozwoju Rosji jest imperializm, ekspansja, podporządkowywanie sobie kolejnych terytoriów. Putin powiedział kiedyś, że rozpad ZSRR był największą katastrofą geopolityczną XX wieku. Rosja nie zrezygnuje z planów podporządkowania sobie Ukrainy, gdyż utrata Ukrainy była dla niej gigantycznym ciosem prestiżowym, a poza tym w rosyjskiej paranoi Ukraina mogłaby się stać punktem wyjścia ataku na europejską część Rosji od południa, gdy tymczasem „powinna” być elementem rosyjskiego planu opanowania dojścia do cieśnin tureckich.

Z podobnych powodów zagrożone są też kraje bałtyckie: ich utrata to porażka prestiżowa, a bez nich Rosja nie ma swobody żeglugi po Morzu Bałtyckim.

Pragnienie swobody żeglugi po Bałtyku i Morzu Czarnym oraz możliwość swobodnego wyjścia poza te akweny to spadek po imperialnych marzeniach Piotra Wielkiego.

Rosja krwawi i fizycznie, i gospodarczo, ale ma i jeszcze przez ładnych parę lat będzie miała zasoby, aby Ukrainę niszczyć i próbować ją podporządkować oraz grozić krajom bałtyckim, a także nam. Polski – zapewne – Rosja nie chce opanować, ale „zneutralizować”, sfinladyzować w stronę przeciwną, niż to się Polakom w latach ’80 marzyło.

Rosja natomiast pogodzi się z utratą swoich wpływów w Azji Środkowej i na Kaukazie. Kaukaz był dla Rosji ważny jako alternatywna droga do cieśnin tureckich, ale o ile w XIX wieku Rosji mogło się wydawać, że otomańska Turcja jest do pokonania, to Turcja Erdoğana jest poza zasięgiem Rosji i to akurat Putin i jego doradcy wiedzą. Azja Środkowa była natomiast ważna jako element The Great Game, rywalizacji z Wielką Brytanią o Indie. To już przestało być ważne, a cały region coraz śmielej penetrują Chińczycy, dla których, oprócz pozyskania lokalnych zasobów i szlaków handlowych, oskrzydlenie Indii i Pakistanu od północy jest bardzo ważne.

Rosja ścierpi utratę Azji Środkowej i realnych wpływów na Kaukazie (władza Rosji w Czeczenii czy Dagestanie jest już chyba tylko symboliczna) oraz to, że pół-darmo musi sprzedawać Chinom surowce, o ile w zamian będzie mogła czynić postępy w Europie.

Tak więc choć za jakiś czas okaże się, że mocarstwowy status Rosji wyparował, nie jest to powód, abyśmy się dziś z tego mieli cieszyć. Bo dopiero za jakiś czas, nie dziś, a w międzyczasie Rosja może bardzo zaszkodzić i Ukrainie, i krajom bałtyckim, i Mołdawii, a także nam.

Jeśli chodzi o Chiny, to Rosja będzie robić dobrą minę do złej gry dopóki Chiny nie upomną się o rosyjski Daleki Wschód, utracony przez Chiny w wyniku narzuconych im niesprawiedliwych traktatów pod koniec XIX wieku. Ale to dopiero za kilkadziesiąt lat.

Realne priorytety

W dzisiejszej Wyborczej Mateusz Mazzini publikuje znakomity tekst o narastającym izoloacjonizmie w amerykańskiej administracji. I nie jest to jakiś miękki izolacjonizm, tylko całkowita utrata zainteresowania wszystkim, co nie leży w bezpośrednim interesie Ameryki. Tym bardziej, że Partia Demokratyczna jakieś zainteresowanie światem zewnętrznym wykazywała, a „europejskie wartości”, wszystkie te prawa człowieka, prawa mniejszości, nie mówiąc o takiej abominacji, jak powszechna służba zdrowia, są dla MAGA całkowicie nieamerykańskie.

To, co dzieje się na zewnątrz USA, jest po prostu kontynuacją strategii wymierzonej w krajowych przeciwników. Wszystko w stosunku i posunięciach Trumpa, Vance’a […] wobec Europy stanie się jasne, gdy zrozumiemy, że Unia Europejska jest dla nich po prostu transatlantyckim przedłużeniem Partii Demokratycznej.

Stany powinny się skupić na sobie: all security is homeland security, jak stwierdził Steve Bannon. Tak więc Stany porzucą Tajwan, tym bardziej porzucą Europę, porzucą nawet Bliski Wschód. Wycofają się z rywalizacji z Chinami o wpływy w regionie Indopacyfiku, a więc nie będą już także wspierać Japonii, Korei Południowej czy Australii, przestaną walczyć z terroryzmem, wspierać prawa człowieka, walczyć o postęp demokracji w innych krajach. Na razie to może nie być oczywiste, bo wszystko przesłania chwiejny i kapryśny Donald Trump, który raz mówi jedno, innym razem drugie, jest do tego łasy na pochlebstwa i chciałby, aby wszyscy kupowali jak najwięcej produktów amerykańskiego przemysłu, więc ktoś może mieć nadzieję, że jeśli się Trumpowi przypodoba, ten utrzyma amerykański parasol nad jego krajem. Nic bardziej błędnego, twierdzi Mazzini, bo realne decyzje podejmowane przez Trumpa, bądź ich brak, oznaczają słabnące zaangażowanie Ameryki w sprawy reszty świata.

A poza tym po Trumpie prezydentem zostanie J.D. Vance, izolacjonista najtwardszy z twardych, który już dziś, jak się wydaje, ma znacznie większy wpływ na amerykańską politykę zagraniczną, niż jakikolwiek inny wiceprezydent w przeszłości. Za prezydentury Vance’a USA całkowicie skupią się na sobie i swoim „bliskim otoczeniu” w Ameryce Łacińskiej, a raczej w jej części, od Meksyku po Wenezuelę i Kolumbię. Pustkę po USA wypełnią Chiny, a w Europie Rosja, przy czym jeśli Europa się ogarnie, jakieś szanse na powstrzymanie Rosji istnieją (to już jest uwaga moja, nie Mazziniego).

Postęp amerykańskiego izolacjonizmu to, według Mazziniego, proces nieuchronny. Mamy przechlapane. Nasza cała nadzieja w tym, że Europie, ale tylko działającej wspólnie, uda się powstrzymać Rosję. Jednak stosunki polityczne i gospodarcze z Chinami i Stanami tylko się pogorszą. W szczególności ze strony USA czeka nas „cyfrowa kolonizacja”.

***

Polska polityka, w zestawieniu z globalną zmianą równowagi, nie ma wielkiego znaczenia, ale dla nas oczywiście jest interesująca. W Polsce wciąż są wpływowe prawicowe grupy – PiS, Konfederacja, otoczenie Nawrockiego (moim zdaniem są to trzy różne grupy) – które albo wierzą, że Ameryka obroni nas przed Rosją, albo przynajmniej głośno mówią, że w to wierzą, czyniąc z tej wiary podstawę polskiej polityki zagranicznej. Bo Trump obiecał Nawrockiemu, że nie wycofa amerykańskich wojsk z Polski, ludzie Nawrockiego mają dobre kontakty z ludźmi Trumpa, a polska prawica wierzy w to samo, co MAGA, na granicy kultu cargo. Mazzini:

Przywiązywanie wagi do słów Trumpa […] jest w najlepszym razie naiwnością. […] Jeśli [doradcy Nawrockiego] rzeczywiście ufają Trumpowi, to albo są skrajnie naiwni, albo strasznie niedoinformowani. Co świadczyłoby o niekompetencji, bo przecież nie trzeba mieć głębokich znajomości w Departamencie Stanu, Obrony czy w gabinetach Republikanów, dokumenty, przecieki, raporty są dostępne mniej lub bardziej publicznie. Czy ludzie Nawrockiego tego nie wiedzą, czy to wypierają?

Ani jedno, ani drugie. Największy błąd przy ocenie polskich polityków prawicowych* polega na tym, iż myślimy, że im zależy na dobru Polski. Ach, gdybyż oni tylko zrozumieli, że <coś tam> jest dobre dla Polski, to by na pewno to zrobili! Czemu tego nie rozumieją? Musimy im to wytłumaczyć! Nic podobnego. Politycy PiS, Konfederacji i ci z otoczenia Nawrockiego, to nie są polscy patrioci, niezależnie od tego, co oni sami o sobie mówią. To tylko „gromada chamowatych, spoconych w pogoni za władzą mężczyzn” (© Andrzej Celiński). Jedni chcą tej władzy, żeby się dorobić. Inni, żeby zaleczyć swoje kompleksy i dotkliwe poczucie braku docenienia. Dla jeszcze innych władza jako taka, władza dla samej władzy i wynikające z niej poczucie sprawczości jest jak narkotyk. Reszta natomiast chce wcielać w życie swoje mniej lub bardziej złowieszcze ideologie. Ale patriotów, którym zależałoby na dobru Polski, nie ma tam wcale. Tak więc nieważne, czy Trump rzeczywiście wesprze Polskę, czy tylko tak powiedział i czy oni mu naiwnie wierzą, czy nie. Ważne, że wszyscy oni sądzą, iż głoszenie, że w Ameryce, która przenigdy nie opuści swojego wiernego sojusznika, cała nasza nadzieja, pomoże im w uzyskaniu i utrzymaniu władzy.

Rekapitulując, realnym priorytetem Stanów Zjednoczonych pod obecnym kierownictwem nie jest obrona demokracji, Europy i swoich sojuszników przed innymi potencjalnymi hegemonami, tylko zapewnienie bezpieczeństwa wewnętrznego Ameryce, jakkolwiek pokracznie to bezpieczeństwo byłoby rozumiane. Realnym priorytetem polskiej prawicy nie jest dobro Polski, tylko zdobycie i utrzymanie władzy.

*Jak zawsze odróżniam polityków, działaczy, nominatów i medialnych apologetów prawicy od ich wyborców, bo ci rzeczywiście mają prawo ulegać złudzeniom.

Obrzydliwe nic

Władimir Putin podczas wystąpienia kończącego spotkanie w Anchorage:

Wiele razy mówiłem, że naród ukraiński, to naród bratni, co może wydawać się dziwne w obecnych okolicznościach. Więc wszystko to, co dzieje się, jest dla nas tragedią i wielkim bólem, dlatego jesteśmy szczerze zainteresowani, by skończyć z tą sytuacją.

Sadystyczny, masowy morderca mówi, że jest mu przykro, iż jego ofiary cierpią. Ale gdyby go ładnie poprosiły i jeszcze odpowiednio zapłaciły, to może by przestał je mordować. Przynajmniej na jakiś czas. W każdym razie poważnie by się nad tym zastanowił. Pomyśli o tym jutro.

***

Szczyt w Anchorage nie przyniósł żadnych konkretów, choć podobno Putin, ludzki pan, nie domaga się już, aby Ukraina wycofała się z nieokupowanych części obwodów zaporoskiego i chersońskiego, a jedynie z nieokupowanych części Donbasu. Poza tym Putin przynajmniej po części wrócił na dyplomatyczne salony i zyskał kilka kolejnych tygodni, podczas których Stany nie nałożą na Rosję nowych sankcji, nie nałożą sankcji na wielkich partnerów handlowych Rosji i nie zwiększą dostaw uzbrojenia dla Ukrainy, będą za to naciskać na Europę, by odpuściła z tym wspieraniem Ukrainy. Tak to jest, gdy na przeciw otoczonego pochlebcami narcyza-amatora o niezwykle wybujałym ego staje profesjonalista po twardej szkole KGB, wspierany przez równie profesjonalny sztab. I co z tego, że ten drugi jest morderczym paranoikiem?

Napis „pursuing peace” to jakiś ponury żart

Na marginesie, rzadko zwraca się uwagę na to, że jest jedna rzecz, która łączy putinowską Rosję i Stany Trumpa: głęboka niechęć do Unii Europejskiej. Silna i zjednoczona Unia najwyższym wysiłkiem zapewne jest w stanie oprzeć się politycznym i ekonomicznym naciskom Rosji i Stanów (głównie politycznym ze strony Rosji i głównie ekonomicznym ze strony Stanów), ale żadne pojedyncze państwo członkowskie – nawet te najsilniejsze: Francja, Niemcy, UK (już nie w Unii, ale wciąż w Europie) – samodzielnie nie. Dlatego i Putin, i Trump marzą o jak największym osłabieniu, dezintegracji UE.

Ten sentyment łączy zresztą nie tylko Putina i Trumpa, ale także Xi.

 

Ośmiorniczki 2.0

Okazało się, że w jednym z sektorów KPO, HoReCa*, wnioskowano o rzeczy przedstawiane jako luksusowe. PiS robi z tego „największą aferę rządów Tuska”, tworząc przekaz, jakoby jeśli nie całość, to większość środków z KPO została sprzeniewierzona.

PiS bardzo chciałby powtórzyć sukces afery ośmiorniczek, opierając się zresztą na tym samym zespole skojarzeń, co wówczas: PO trwoni pieniądze na obrzydliwy luksus. Bo wnioskodawcy kupili kije golfowe! Sauny! Jachty! Zwykli ludzie z tego nie korzystają, podobnie jak nie jedzą ośmiorniczek, to tylko elity, zdeprawowane i złodziejskie, tak robią. Do tego ośmiorniczki, golf i jachty budzą niejasne skojarzenia z mafią. Trzeba powołać komisję śledczą! Na pohybel!

Tymczasem

  • Sektor HoReCa wpisał do KPO PiS, za PiS także ustalono zasady przyznawania środków
  • Wśród oceniających wnioski na poziomie lokalnym było wiele osób wskazanych przez PiSowskie samorządy, w tym mąż Beaty Szydło. Radny PiS z Ostrowi Mazowieckiej, prowadzący firmę zajmującą się pozyskiwaniem dofinansowania z UE, pisał sporo wniosków o zakup „jachtów”
  • Kije golfowe kupiła wypożyczalnia sprzętu sportowego, saunę chce zainstalować ośrodek wypoczynkowy – a co mieli kupić, tomograf? – a rzekome „jachty” to łodzie, motorowe lub żaglowe, na wynajem dla turystów na Mazurach; podobnie rzecz się ma z innymi „skandalicznymi” zakupami z tego programu
  • Ale najważniejsza jest skala. Wsparcie dla sektora HoReCa to 0,5% procenta całości KPO. Nie ma możliwości, aby na HoReCa wydano środki spoza tej puli. PiS robi larum o to, że wydając 100 zł, być może nieprawidłowo wydano 50 gr.
  • Całość środków KPO to ok. 240 mld zł. 0,5% z tego to 1 mld 200 mln zł. To dużo. Ale fatycznie dotąd wydano z tej puli 10%, czyli 120 mln. Mówimy więc o potencjalnie źle wydanych 5 gr ze 100 zł. Zgroza, zgroza!

Nawiasem mówiąc, 120 mln to akurat tyle, ile ksiądz od salcesonu bezprawnie dostał od Ziobry.

Obecną sytuację od afer z czasów PiS odróżnia także sposób jej rozwiązywania. Rząd nie udaje, że nic się nie stało, ba, domniemane nieprawidłowości zostały wykryte jedynie dzięki temu, że to rząd opublikował wszystkie dane. PiS tymczasem zawsze szedł w zaparte, udawał, że wszystko było w porządku, a krytyka była wyłącznie polityczna, nie merytoryczna. Teraz ruszają kontrole, na których najbardziej zresztą ucierpią przedsiębiorcy, których wnioski są uczciwe. Ucierpią, bo wypłaty dla nich zostaną wstrzymane na długie tygodnie. Ale oczywiście, jakieś błędy, wnioski naciągane, może wręcz przekręty się znajdą. Byłoby wręcz statystycznie nieprawdopodobne, gdyby się nie znalazły.

No i jest prawdą, że bliscy krewni posłów i działaczy Koalicji 15 Października nie powinni byli składać wniosków, nawet jeśli były one w pełni uzasadnione. Nie powinni byli i już. Ze względu na wizerunek całej koalicji. Oczywiście za PiSu krewni PiSowskich posłów hurmem składali wnioski w uruchamianych wówczas projektach i było to jak najbardziej w porządku :-/

Żadnej „afery KPO” więc nie ma, jednak rząd przegrywa, i to boleśnie, na jednym polu: komunikacji, tak zewnętrznej, jak i wewnętrznej. PiS w zasadzie nie potrafi nic, tylko kraść, ale PR i odpowiedzialny za nie aparat analityczny mają znakomity. Obecna koalicja może i umie coś tam, coś tam, ale PR u nich leży. Na dnie, pod metrem mułu. Rząd pozwolił sobie narzucić narrację i dość niezbornie, a przede wszystkim z dużym opóźnieniem na nią odpowiada. Rzecznik rządu jest, a przez pierwsze dni jakoby go nie było. Ministra na urlopie. Poszczególni ministrowie i wiceministrowie mówią rzeczy, jakie im przyjdą do głowy, ale nie bardzo widać w tym jakąś przemyślaną strategię, jakąś kontr-narrację. A PiS swoją kłamliwą narracją wali w koalicję, jak w bęben.

No i jest jeszcze komunikacja wewnętrzna. Donald Tusk zapewne zostawił ministrze Katarzynie Pełczyńskiej-Nałęcz dużo swobody w zarządzaniu tym programem, czego ona zazdrośnie strzeże. No i fajnie. Ale Pełczyńska-Nałęcz musiała już dwa tygodnie temu wiedzieć, że jest jakiś problem, a przynajmniej potencjalny problem, skoro zwolniła prezeskę PARP, która obsługiwała wnioski HoReCa. I co, nie poinformowała o tym ani Tuska, ani Szłapki, żeby zawczasu przygotować się na zarzuty stawiane przez PiS?! Lub też poinformowała, ale centrala tego nie ogarnęła? Koalicja demokratyczna chyba wciąż naiwnie wyobraża sobie, że prawda sama się obroni. Wolne żarty. Na dodatek teraz Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz i zwolniona prezeska PARP w mediach społecznościowych zwalają winę jedna na drugą. To jest zupełnie nieprofesjonalne.

*HoReCa – Hotel, Restaurant, Catering, branże, które szczególnie mocno ucierpiały na skutek pandemicznego lockdownu.

6 sierpnia

6 sierpnia 2025 mógł być pięknym dniem w historii Polski, ale nie jest, gdyż prezydentem właśnie zostaje kibol, oszust, lichwiarz, domniemany sutener, w dorosłym życiu na potęgę sprzeniewierzający publiczne pieniądze, dumny ze swoich znajomości z gangsterami. Taką przebodli nas ojczyzną, chciałoby się powiedzieć, tak zdecydowali wyborcy. Podobno tak zdecydowali: nie ma pewności, ale jak już wiele razy pisałem, jest bardzo prawdopodobne, że taki właśnie był wynik wyborów.

Po Karolu Nawrockim, z jego dotychczasową drogą życiową, nie spodziewam się niczego dobrego. Będzie źle. Nie wiem, czy tylko źle, czy bardzo źle, czy wręcz koszmarnie źle – myślę, mam nadzieję, że jednak nie koszmarnie. Ale nic mnie tu nie zaskoczy. Spodziewam się jednak, że Nawrocki kopnie Jarosława Kaczyńskiego w zad, że ten się nogami nakryje. Nie od razu. Może za rok, gdy już okrzepnie na urzędzie. To oczywiście nie będzie oznaczać niczego dobrego dla Polski, ale każda porażka Kaczyńskiego to będzie miód na moje serce. Nadal będzie fatalnie, ale to nie Kaczyński będzie decydował o dalszych losach naszego kraju.

Pewną pociechę czerpię także z faktu, że z urzędu prezydenta odchodzi dr Andrzej Duda. Człowiek tak pozbawiony charyzmy, jakichkolwiek zdolności przywódczych, wyobraźni, autorytetu, żenujący, wręcz groteskowy, przez lata pokornie znoszący upokorzenia ze strony Jarosława Kaczyńskiego, podważający międzynarodową pozycję Polski, destruktor praworządności. Niektórzy go bronią, że Ukraina, że dwukrotnie zawetowane lex Czarnek, że nie pozwolił zniszczyć TVNu. Cóż, w sprawie Ukrainy, gdzie zresztą też bywał chwiejny, zachował po prostu minimum przyzwoitości, lex Czarnek kazała mu zawetować żona, a obronić TVN Amerykanie. Ubrdał sobie, że ma kompetencje monarsze, że jeśli on coś postanowi, to tak jest, choćby prawo stanowiło inaczej, bo on jest jak król. Aż dziw, że nie zabrał się za leczenie skrofułów.

Może po prostu nie wiedział, że może.

Ale ja mu nie życzę źle. Spodziewam się, że obejmie go miłosierdzie zapomnienia. Najdalej za kilka miesięcy ludzie będą jedynie mgliście wspominać, że był jakiś Adrian Duda.