Do mediów wróciła sprawa profesury dla Michała Bilewicza i Waltera Żelaznego. Okazuje się bowiem, że w lutym 2025 prezydent Andrzej Duda odmówił nadania im tytułów profesora, ale oficjalnie tych decyzji nie uzasadnił. Postanowienia te nie uzyskały kontrasygnaty premiera Donalda Tuska, nie zostały więc opublikowane i tkwią niejako w zawieszeniu.
Gazeta Wyborcza grzmi, że Duda, odmawiając Bilewiczowi i Żelaznemu profesury, złamał prawo.
Według Gazety
Tytuł nadaje Rada Doskonałości Naukowej i to ona w ściśle określonej procedurze bada dorobek uczonego. Prezydent wręcza dokumenty o nadaniu tytułu.
Także premier miał odmówić kontrasygnaty rzekomo dlatego, że decyzja Dudy była bezprawna.
To są jakieś bzdury.
Nie bronię decyzji Dudy, bo była głupia, małostkowa, złośliwa i podjęta z powodów niemerytorycznych, ale prezydent ma prawo odmówić przyznania tytułu profesora. Żeby się o tym przekonać wystarczy przeczytać obowiązującą Ustawę z dnia 20.07.2018 Prawo o szkolnictwie wyższym i nauce (tzw. „ustawę Gowina”). Art. 230 ust.1 mówi:
Rada Doskonałości Naukowej […] składa do Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej wniosek o nadanie tytułu profesora.
Czyli tytuł nadaje prezydent, a nie RDN, wbrew temu, co pisze Gazeta. RDN jedynie składa wniosek. I dalej, skoro RDN jedynie składa wniosek, prezydent może go uwzględnić lub nie, działając tu jako organ administracji państwowej (patrz Art. 228 ust. 9 cytowanej ustawy), a więc jeśli prezydent odmówi nadania tytułu profesora, musi sporządzić uzasadnienie odmowy, a decyzja o odmowie jest zaskarżalna do sądu administracyjnego.
Gdyby ustawa mówiła „Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej nadaje tytuł profesora na wniosek RDN”, można by argumentować, że tak sformułowany przepis wiąże prezydenta, który tytuł nadać musi. Ale nie tak brzmi tekst ustawy. Ustawa mówi jedynie o wniosku do prezydenta. Ba, można sobie nawet wyobrazić sytuacje, w których odmowa nadania tytułu profesora pomimo wniosku RDN byłaby zrozumiała. Na przykład gdyby już po sformułowaniu przez RDN wniosku wypłynęło jakieś grube oszustwo naukowe kandydata (Art. 230 ust. 3 ustawy mówi, że w takim wypadku prezydent może – ale nie musi – zwrócić się do RDN o opinię komisji do spraw etyki), albo gdyby okazało się, że kandydat co prawda jest świetnym naukowcem, ale właśnie został aresztowany pod zarzutem zamordowania kochanki. Uzasadnienie prezydenckiej odmowy nadania tytułu nie może być „z czapy”, „nie, bo nie”, bo wtedy NSA odrzuci tę odmowę. Ale co do zasady, prezydent odmówić nadania tytułu naukowego może.
Jeśli komuś nie wystarcza sama lektura ustawy, proszę zwrócić uwagę na dwa dalsze fakty. Po pierwsze, Michał Bilewicz, po kilku latach oczekiwania na decyzję Dudy w jego sprawie, w końcu zaskarżył prezydenta (urząd prezydenta, nie pana Andrzeja Dudę) przed NSA, zarzucając mu bezczynność jako organowi administracyjnemu. W październiku 2024 roku prezydent przegrał w NSA i dostał miesiąc na podjęcie decyzji. Na podjęcie decyzji, czy tytuł nadać, czy nie, a nie na nadanie tytułu.
Po wtóre, gdyby prezydent był zobowiązany do nadania tytułu profesora na wniosek RDN, kontrasygnata premiera pod postanowieniem prezydenta nie byłaby wymagana – po cóż kontrasygnować akt ceremonialny, bez żadnego realnego znaczenia? A przecież wszyscy zgadzają się, że kontrasygnata premiera jest w tym wypadku konieczna.









Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.