Fideofizyka

Disclaimer: Ten post ma charakter żartobliwy

Zawsze drażniło mnie używanie języka fizyki do „wyjaśniania” zjawisk i pojęć, które nie podlegają opisowi w języku fizyki. Ludzie, czy to aby cynicznie wywrzeć wrażenie na osobach podziwiających nauki ścisłe, czy to w radosnym zapale laików, niekiedy nawet w dobrej wierze, biorą pewne pojęcia z fizyki teoretycznej, które rozumieją co najwyżej powierzchownie, arbitralnie przydają im jakieś dodatkowe znaczenia i łączą je z równie pobieżnie znanymi sobie pojęciami z psychologii i biologii. Stąd biorą się potworki w rodzaju „psychologii kwantowej” i „ezofizyki” (z tym ostatnim terminem dopiero niedawno się zetknąłem) i inne podobne patchworkowe nonsensy. Zgroza.

Wtem! pomyślałem, a czy ja jestem gorszy? Też mógłbym coś takiego zmajstrować. I wymyśliłem, że Bóg jest osobliwością.

Chrześcijański Bóg jest pełen sprzeczności. Nie wiążą go prawa fizyki, czas, klasyczna przyczynowość, nawet zasady logiki, co zresztą jest głównym zarzutem racjonalnych ateistów przeciwko chrześcijańskiej koncepcji Boga. Z drugiej strony fizyka może nie tyle zna, ile umie nazwać stany, w których prawa fizyki załamują się: są to osobliwości. Jest kilka rodzajów osobliwości, ale tutaj interesuje mnie osobliwość początkowa, która zapoczątkowała Wielki Wybuch. (Słowo „zapoczątkowała” też należałoby ująć w cudzysłów.) Linie świata wszystkich cząstek we Wszechświecie rozpoczynają się w tej osobliwości, w której nie było ani czasu, ani przestrzeni, znane prawa fizyki, zależne przecież od czasu i przestrzeni, w niej nie obowiązywały, ale jej własności determinują wszystkie własności Wszechświata. Nie umiemy tej osobliwości opisać, jest to stan matematyczny, który osiągnęlibyśmy cofając się w stronę Wielkiego Wybuchu tak daleko, jak to tylko możliwe, gdybyśmy tylko taką redukcję przeprowadzić umieli (nie umiemy, ale nie ma – chyba? – fundamentalnych powodów, dla których kiedyś nie moglibyśmy tego zrobić).

W tym więc sensie Bóg i osobliwość początkowa są podobni: nie podlegają prawom fizyki, ale determinują wszystko, co się w fizycznym Wszechświecie dzieje. Można więc te obiekty utożsamić: Bóg jest osobliwością początkową Wielkiego Wybuchu.

To jest koncepcja deistyczna, zupełnie taka sama, jak koncepcja Boga-Wielkiego Zegarmistrza z XVIII wieku. Jedyna różnica polega na tym, że zamiast w języku mechaniki precyzyjnej, wyrażamy ją w języku teorii pola.

Jednak Bóg chrześcijański może aktywnie wpływać na bieżące funkcjonowanie Wszechświata, dokonywać w nim zmian, które nazywamy cudami. Czy można to pogodzić z koncepcją Boga-osobliwości? Myślę, że tak. Jacyś zdolni fizycy, w ramach którejś (jeszcze nieistniejącej) kwantowej teorii grawitacji, zapewne sformułują model, w którym stan Wszechświata po Wielkim Wybuchu jest kwantowo splątany z osobliwością początkową; to dałoby się zrobić – jeśli by się dało – zupełnie bez związku z koncepcją Boga-osobliwości. Zmiana stanu osobliwości początkowej natychmiast, momentalnie wpływałaby na stan fragmentu Wszechświata w pewnym elemencie czasoprzestrzeni; byłby to cud kwantowo-grawitacyjny 😉 Tu zapewne można by było podnieść obiekcje wyrażone przez Einsteina, Podolsky’ego i Rosena w słynnym artykule z 1935, że momentalny przekaz informacji kwantowej oznaczałby naruszenie zasady przyczynowości, a więc byłby niezgodny z Teorią Względności. Wykazano, że „normalne” korelacje kwantowe zasady przyczynowości nie naruszają, bo nie da się za ich pomocą przesłać informacji klasycznej. Korelacje kwantowe ze stanem osobliwości początkowej nie naruszałyby przyczynowości albo dlatego, że osobliwość początkowa istnieje poza czasem, albo dlatego, że można byłoby zmienić cały łańcuch przyczynowo-skutkowy stanów prowadzących do tego, który ostatecznie chcemy zmienić.

Ha, no to pójdźmy dalej! Jeśli – jak to przez stulecia robiono – potraktować Biblię jako źródło wiedzy przyrodniczej, natrafimy na zdanie

Jam jest alfa i omega, początek i koniec, mówi Pan, który był, który jest i który przychodzi (Rev 1:8).

Bóg jest zatem nie tylko osobliwością początkową, z której wypływają wszystkie linie świata, ale też osobliwością końcową, do której wszystkie linie świata się zbiegają. Oznacza to, że według Biblii ewolucja Wszechświata zakończy się odwrotnością Wielkiego Wybuchu, czyli Wielkim Zgnieceniem, Big Crunch. Nie będzie żadnej przyspieszającej ekspansji, a więc ani Wielkiego Rozdarcia, Big Rip, ani rozcieńczenia w nieskończonej objętości, co mi odpowiada, bo mnie koncepcja ciemnej energii rozpychającej Wszechświat nie podoba się ze względów estetycznych.

Fraza „który jest” w tym języku oczywiście odnosi się do tego, że Bóg-osobliwość może wpływać na aktualny stan Wszechświata poprzez splątanie kwantowe z osobliwością.

Tak oto mogłaby powstać fideofizyka, fizyka obiektów będących przedmiotem wiary.

No i co? Może by tak opublikować tę koncepcję w Pedagogice Katolickiej lub innym, równie szacownym periodyku naukowym? Ach, jaka szkoda, że nie mam ani na tyle zacięcia filozoficznego, by potraktować to serio, ani tak wielkich cojones, by opublikować to dla żartu, ale z kamienną twarzą. Gdyby ktoś się czepiał, mógłbym, jak prof. Konrad Szaciłowski, którego spotkałem osobiście tylko raz, ale z którym mam wspólnych znajomych, twierdzić, że zrobiłem to, by obnażyć słabości systemu. Jednak nawet jeśli przyjąć wyjaśnienia Szaciłowskiego za dobrą monetę, byłoby to wstydliwie wtórne. Więc chyba jednak nie 😦

Copyright ©2025, P.F.Góra

Migiem do…?

Pamiętacie aferę z rosyjską rakietą, która spadła pod Bydgoszczą? 16 grudnia 2022 Polska otrzymała ostrzeżenie od Ukrainy, że w naszą przestrzeń powietrzną zapewne wleci ruska rakieta typu, który potencjalnie może przenosić głowice jądrowe. Wleciała. Wojsko Polskie ją śledziło, ale zgubiło, gdy zeszła zbyt nisko. Ówczesny Dowódca Operacyjny, gen. Tomasz Piotrowski, poinformował o zdarzeniu Sztab Generalny oraz MON. Choć wojsko zalecało usilne poszukiwania rakiety, minister Błaszczak zarządził poszukiwania w ograniczonym zakresie, żeby nie denerwować lokalnej ludności, a potem w ogóle kazał je przerwać. I tak rakieta przeleżała w lesie do wiosny 2023, gdy przypadkiem natknęła się na nią randomowa turystka.

Wybuchł skandal. Domagano się wyjaśnień, dlaczego wojsko nie szukało rakiety i dlaczego opinia publiczna nie została poinformowana o tym zdarzeniu. Błaszczak kręcił i próbował zwalić winę na gen. Piotrowskiego.

Dowódca Operacyjny zaniechał swoich instrukcyjnych obowiązków, nie informując mnie o obiekcie, który pojawił się w polskiej przestrzeni powietrznej,

powiedział Błaszczak. Nie jest jasne, o co mu chodziło, być może głównie o to, że on uprzednio chwalił się, iż pod rządami PiS zbudowano superszczelny system obrony powietrznej kraju, a tu okazało się, że to nieprawda i Błaszczakowi zrobiło się głupio. Oświadczenie Błaszczaka zabrzmiało jednak tak, jakby oczekiwał, iż generał powinien przyjść do niego i osobiście poinformować go o incydencie, nie zaś po prostu przekazać pilny meldunek do MON.

Otóż całkiem podobnie dzieje się obecnie w sprawie przekazania Ukrainie samolotów MiG-29, tyle że w roli Błaszczaka występuje prezydent Karol Nawrocki.

Prasa podała, że Polska chce przekazać Ukrainie kilka samolotów MiG-29, którym pod koniec grudnia kończy się tzw. resurs, więc zgodnie z prawem Wojsko Polskie i tak nie mogłoby ich używać – należało by je przekazać do muzeum lub na żyletki. A w Ukrainie wciąż mogą się przydać.

Oburzony Nawrocki oświadczył, że on sam dowiedział się o tym z mediów i że to jest skandal.

Tymczasem sprawa była dwukrotnie omawiana na posiedzeniach Komitetu Bezpieczeństwa z udziałem generała z prezydenckiego BBN. Zatem Kancelaria Prezydenta, prezydent jako urząd państwowy, była poinformowana (prezydent zresztą nie podejmuje tu żadnych decyzji, ale oczywiście powinien o sprawie wiedzieć), ale do samego Karola Nawrockiego informacja nie dotarła. Prezydent najwyraźniej ma pretensje o to, że minister Kosiniak-Kamysz nie udał się do niego w tej sprawie osobiście.

Można by na to machnąć ręką, że w Kancelarii Nawrockiego panuje taki sam bałagan komunikacyjny, jak w MON Błaszczaka. (Podobno było tak, że ten generał z BBN nie przekazał informacji Cenckiewiczowi, bo ten nie ma dopuszczenia do tajemnic państwowych, a Nawrocki z całego BBNu rozmawia wyłącznie z Cenckiewiczem.) Jednak, jak sądzę, sprawa przekazania MiG-ów Ukrainie i to, w jaki sposób prezydent powinien być o niej poinformowany, wpisuje się w szersze zagadnienie: Karol Nawrocki, uzurpując sobie prawa, których formalnie nie ma, chce, metodą faktów dokonanych, przechylić ustrój kraju w stronę ustroju prezydenckiego.

Dlatego domaga się, aby minister osobiście informował go MiG-ach. Dlatego oczekuje, że rząd będzie z nim konsultował projekty ustaw zanim skieruje je do Sejmu. Dlatego chce, aby konsultowano z nim kandydatów na ambasadorów zanim MSZ podejmie jakiekolwiek dalsze kroki w tej sprawie. Dlatego wetuje kolejne ustawy przyjęte przez parlament, choć właściwie nie wiadomo, jakie są konkretne powody kolejnych wet. Dlatego wreszcie wzywa szefów służb specjalnych na odprawę, chociaż nie jest ich przełożonym (służby specjalne podlegają premierowi, więc prezydent mógłby co najwyżej poprosić premiera, aby ten szefów służb do niego wysłał), a gdy oni nie przychodzą, w odwecie odmawia powołania na pierwszy stopień oficerski kandydatów na funkcjonariuszy ABW i SKW; to ostatnie było szczególnie szkodliwe, głupie i małostkowe.

Nie można na to pozwolić i to dla zasady, z szacunku dla obowiązującego w Polsce prawa, a nie jedynie dlatego, że Karol Nawrocki na prowadzeniu spraw państwa się zupełnie nie zna. Ustrojowa pozycja prezydenta, z silnym mandatem pochodzącym z powszechnych wyborów, ale ze słabymi kompetencjami pozytywnymi, za to z silnymi kompetencjami negatywnymi (destrukcyjnymi, hamującymi), jest dziwaczna, wręcz aberracyjna. Przynosi o wiele więcej szkód, niż pożytku. Nawet w czasie rządów wywodzących się z tej samej formacji Millera i Kwaśniewskiego mówiło się o panującej pomiędzy nimi „szorstkiej przyjaźni”, a co dopiero teraz, w czasie otwarcie wrogiej kohabitacji. Zapewne warto by to zmienić, w jedną albo w drugą stronę, ale po dogłębnej analizie i dyskusji, w dodatku pod warunkiem, że wszystkie zaangażowane strony kierować się będą dobrem państwa, a nie swoim wybujałym ego, swoimi fobiami i swoimi doraźnymi – bardzo doraźnymi – interesami, jak robi to Karol Nawrocki, a zwłaszcza ministrowie w jego Kancelarii i tylko dlatego, że Nawrocki tak chce. Tak być nie może.

MiG-29

I kto tu rządzi?

Wielu komentatorów zastanawia się, kto dzisiaj rządzi na prawicy, Jarosław Kaczyński czy Karol Nawrocki. Początkowo „wszyscy” uważali, że Nawrocki realizuje agendę, wręcz polecenia PiSu. Szybko jednak zauważono, że Nawrocki wybija się na niepodległość od Kaczyńskiego. Dzisiaj maski opadły: Na prawicy rządzi Nawrocki, a Kaczyński jest mu całkowicie podporządkowany.

Chodzi mi o głosowanie nad odrzuceniem weta Nawrockiego w sprawie kryptowalut. Krypto z jednej strony stały się instrumentem spekulacyjnym, jak cebulki tulipanów w XVII wiecznej Holandii i tyle innych walorów później, co naraża nieświadomych, ale skuszonych łatwym zyskiem „inwestorów” na kolosalne straty. Do tego sama natura krypto bardzo ułatwia oszustwa. Ale po drugie, krypto, dzięki swojej wysokiej wartości (wywindowanej spekulacją?) i niezwykłej łatwości ukrywania tożsamości uczestników transakcji, wręcz zachęca do używania ich jako środka płatności w transakcjach nielegalnych: narkotyki, handel ludźmi, handel bronią, pranie pieniędzy, wymuszenia.

W naszym wypadku obawy budzi przede wszystkim to, że wedle wszelkich znaków na niebie i na ziemi Rosja używa krypto do finansowania działalności dywersyjnej. Byliby głupi, gdyby tego nie robili.

I oto Karol Nawrocki zawetował ustawę nakładającą kontrolę na rynek kryptowalut w Polsce. Donald Tusk wezwał do odrzucenia weta, wskazując przede wszystkim na zagrożenia rosyjskie, a także na inne zagrożenia kryminalne. Jarosław Kaczyński powiedział, że jego zdaniem kryptowaluty powinny być zakazane. A PiS ostatecznie zagłosował za podtrzymaniem weta.

PiS, żeby zrobić na złość Tuskowi, opowiedział się za ułatwieniem Rosji finansowania działań dywersyjnych i za ułatwieniem gangsterom przeprowadzania operacji finansowych na dużą skalę. A przy okazji widać, że stanowisko Nawrockiego bierze prymat nad poglądami Kaczyńskiego.

To Karol Nawrocki ma dziś rząd dusz na polskiej prawicy. Jarosław Kaczyński już się nie liczy.

***

Czemu Karol Nawrocki zawetował ustawę o kontroli krypto to inna historia. Nawrocki na krypto się nie zna – on się w ogóle na niczym nie zna, a na krypto w szczególności – a Konfa pewnie go przekonała, że krypto oznacza wolność (żeby było śmiesznie, w oryginalnych założeniach tak było). Krypto pół-legalnie sfinansowało mu część kampanii wyborczej i finansuje prawicowe media. Do tego w swoim otoczeniu zapewne ma lobbystów zabiegających o brak ograniczeń dla krypto dlatego, że Rosja używa krypto do działań przeciwko Polsce i całemu Zachodowi. A w dodatku wszystko wskazuje na to, że pomorscy gangsterzy – środowisko, które Nawrockiemu imponowało i które miało i zapewne nadal ma na niego duży wpływ – masywnie inwestują w krypto, czy to żeby oszukiwać naiwnych, czy też aby wyprać pieniądze, nieważne. Zapewne jedno i drugie.

Jakie by jednak nie były motywacje Nawrockiego, ja dzisiaj podkreślam, że na prawicy to jego zdanie się liczy. Opinia Kaczyńskiego nie ma już żadnego znaczenia.