Brzytwa Hanlona

Platforma Obywatelska wypuściła nowy spot wyborczy, oskarżający PiS jeśli nie wprost o agenturalność, to o to, że de facto działa na korzyść Rosji.

Mnie się ten spot nie podoba ze względów estetycznych, ale o to mniejsza. On jest jak przeciągnięcie kijem po prętach klatki. Bardzo wątpię, aby mógł przyciągnąć do Platformy nowych wyborców, raczej ma na celu zmobilizowanie tej części anty-PiSu, która uważa, że nie musi brać udziału w eurowyborach, gdyż PiS jest bezzębny i już przegrał. Nie wiem jednak, czy spot nie okaże się przeciwskuteczny, antagonizując, a tym samym mobilizując jeszcze większą grupę bardziej „miękkich” wyborców PiSu, którzy też mogli rozważać pozostanie w domu.

Spot wprost nawiązuje do słynnego wywiadu gen. Piotra Pytla. Powraca pytanie czy PiS jest agenturą Rosji, aktualne zwłaszcza w kontekście sprawy Tomasza Szmydta, który robił karierę za PiS – a konkretnie, za Ziobry – żeby ostatecznie poprosić o azyl na Białorusi.

O tym, czy PiS to rosyjska agentura, pisałem już kilkakrotnie: tutaj, bezpośrednio po wywiadzie Pytla, i tutaj, po wywiadzie udzielonym przez Tomasza Piątka. Powtórzę, parafrazując, co pisałem poprzednio:

Moim zdaniem PiS nie jest partią putinowską w tym sensie, że nie został założony przez ruskich agentów, nie jest z Moskwy zadaniowany, ani nawet nie jest przez Moskwę finansowany (PiS, żerując na polskich zasobach, zgromadził, na drodze różnych machinacji, tak duży majątek, że zewnętrznego finansowania nie potrzebuje). Natomiast Jarosław Kaczyński i cała masa PiSowców od samej góry do samego dołu podzielają putinowską wizję świata: demokracja to zło, ale fasadowe formy demokracji (wybory, parlament) można formalnie zachować, pozbawiając je faktycznej treści. Dalej, wolności obywatelskie to zło, swobody obyczajowe to zło, Zachód to moralna zgnilizna, państwo ma być centralistyczne, w gospodarce własność państwowa jest lepsza od własności prywatnej, która zawsze jest podejrzana, partia ma prawo narzucać ludziom co mają myśleć i jak mają postępować, ludzie mają partii słuchać, bo partia wie lepiej, gdyż wola partii ucieleśnia wolę Narodu, a wolę partii ucieleśnia wola przywódcy, wreszcie Bóg wyznaczył naszemu krajowi (według Kaczyńskiego Polsce, według Putina Rosji) jakąś szczególną misję dziejową, którą tylko przywódca w pełni pojmuje. Obce kraje knują i spiskują przeciwko nam, gdyż zazdroszczą nam naszej pozycji i szczególnej roli w Boskim planie. 1:1 to samo. Putin oczywiście taki PiS wspiera, traktując go jako konia trojańskiego, jedno z narzędzi do rozwalania Unii Europejskiej od wewnątrz. Jarosław Kaczyński, zaślepiony żądzą władzy – nie dla własnych korzyści, ale dla dobra Narodu! – nie ma przy tym najmniejszych skrupułów, by korzystać z tego wsparcia, tym bardziej, że wydaje mu się, że jest tak inteligentny, błyskotliwy i przebiegły, że koniec końców on tych Ruskich przechytrzy. Sam Jarosław Kaczyński, ze względów sentymentalnych, może uważać, że ma poglądy antyrosyjskie lub też może coś takiego udawać ze względów politycznych, ale to jest bez znaczenia: w korzystaniu z ruskiego wsparcia nie ma nic osobistego, to jest czysty biznes.

To oczywiście nie wyklucza, że w otoczeniu Kaczyńskiego i przywództwa PiSu nie ma rosyjskich agentów wpływu. Oczywiście, że są, agenci, a także zwykłe głupki, które niczego nie ogarniają. Jak Adam Glapiński, który za pół-darmo kupuje willę od facia powiązanego z ruską mafią, a więc z ruskimi służbami, i nawet do głowy mu nie przyjdzie, kto i w jaki sposób ten jego interes życia będzie mógł wykorzystać.

Jedno tylko mnie niepokoi. PiS w czasie swoich rządów demontował służby nastawione na ochronę Polski przed zagrożeniami zewnętrznymi. To jasne, że w optyce rządów PiSu to opozycja stanowiła prawdziwe niebezpieczeństwo, nie zaś jakieś, wydawało się, abstrakcyjne zagrożenie ze strony Rosji, więc zadaniem służb była przede wszystkim inwigilacja i dokuczanie opozycji, jednak stopień celowego osłabienia ABW i kontrwywiadu jest zatrważający. To albo jest wyjątkowa głupota, albo, hm, coś gorszego.

Na to jednak pada odpowiedź, że osłabienie ABW i kontrwywiadu to wynik niekompetencji Maria Kamińskiego, który ufał jedynie „swojej” służbie, CBA, więc próbował jej przekazywać dotychczasowe kompetencje tamtych. A ponieważ one w ten sposób okazywały się „niepotrzebne”, to on je, jako koordynator służb, redukował. Jest to wyjaśnienie w duchu brzytwy Hanlona: nigdy nie dopatruj się złej woli w sytuacjach, które mogą być w sposób zadowalający wyjaśnione przez głupotę.

I to jest wersja optymistyczna: PiS to nie są agenci. PiS to zgraja niekompetentnych, zadufanych w sobie głupców. Nawet bym się nad nimi użalił, gdyby nie to, że ich głupota, megalomania, pycha, brak rozeznania w świecie, kompleksy i zacietrzewienie nie szkodziły mojemu krajowi, Polsce.

Mąż Małej Emi

Jak grom z jasnego nieba buchnęła wiadomość, że sędzia Tomasz Szmydt poprosił o azyl na Białorusi. Sędzia Szmydt robił karierę za czasów Ziobry, a najbardziej jest znany z tego, że był jednym z głównych bohaterów afery hejterskiej w ziobrowskim Ministerstwie Sprawiedliwości.

Gdyby uciekł na Bermudy lub choćby do Włoch, znaczyłoby, że chce uniknąć polskiego wymiaru sprawiedliwości, a przy tym miło pożyć za to, co zarobił. Ale na Białoruś?! To albo jest obłęd i przypływ szaleństwa, albo skrajna desperacja. Na szaleńca pan sędzia nie wygląda, zostaje więc desperacja. A narzucającą się interpretacją jest, że on był z tamtego kierunku sterowany, zorientował się, że kontrwywiad depcze mu po piętach, więc uciekł tam (podobno przez Turcję), gdzie czuje się bezpiecznie. A przynajmniej tak mu się wydaje. W Polsce groziłoby mu więzienie, hańba i wieloletni wyrok, obawiał się zaś, że we Włoszech, na Bermudach i innych pięknych zakątkach planety czekała na niego herbata z polonem lub inne tego typu specjały. Zostaje tylko Białoruś, zawsze to odrobinę lepiej, niż Rosja.

Oficjalnym powodem ucieczki Szmydta było, iż

Władze Polski pod wpływem USA i Wielkiej Brytanii prowadzą kraj do wojny. Naród Polski opowiada się za pokojem i dobrosąsiedzkimi stosunkami z Białorusią i Rosją

a całe wygłoszone w Mińsku oświadczenie Szmydta zawierało błędy (rusycyzmy), których nigdy nie popełniłaby osoba, dla której język polski jest pierwszym językiem. Zwłaszcza osoba wykształcona.

Bliski współpracownik prawej ręki Ziobry, wiceministra Łukasza Piebiaka, kiedyś szkalował sędziów sprzeciwiających się „reformom sądownictwa”, a dziś okazuje się białoruskim agentem. To jest dewastujące dla wizerunku Ziobry i jego kamaryli – i bardzo dobrze. Należy to podkreślać, trąbić o tym przy każdej możliwej okazji.

Wyborcza pisze, że przed dojściem PiS do władzy dużo spraw sędziego Szmydta w warszawskim WSA dotyczyło odmów dostępu do informacji niejawnych. Ba, gdy sędzia po karierze w ziobrowskich strukturach, przerwanej aferą hejterską, wrócił do orzekania w WSA, nadal wiele jego spraw dotyczyło dostępu do informacji niejawnych. Skoro sędzia się tym zajmował, musiał wiedzieć, jak przyznawanie dostępu do spraw niejawnych przebiega: znać procedury, nazwiska oficerów, zasady obiegu dokumentów. Mógł wiedzieć, dlaczego akurat jakiemuś Kowalskiemu odmówiono dostępu (czyli: jeśli Kowalski był potencjalnym szpiegiem, gdzie jego mocodawcy zawalili). To cenna wiedza dla naszych braci-Słowian ze wschodu i oni mogli zainteresować się sędzią już dawno temu, zanim PiS doszedł do władzy. Gdy awansował w ziobrowskich strukturach, to z agenta-informatora zmienił się w agenta wpływu. Pewnie już wtedy nie miał wyboru – jeśli sędzia dał się skusić obcemu wywiadowi, to miał już prze*bane i nie mógł się wycofać. A teraz szczegółowo opowiada białoruskim służbom jak procedury wyglądają obecnie, być może mówi też, co pamięta z akt poszczególnych spraw. I będzie to robił dopóki na jego wygodnej daczy ofiarowanej mu przez Łukaszenkę nie zawieje go wiatr, od czego dostanie śmiertelnego zapalenia płuc lub nie zatruje się wilczą jagodą, pomyliwszy ją z borówką(*). To potrwa kilka miesięcy, może rok, może i dwa. Nawet trochę żal mi faceta, ale sam się zagrzebał w najciemniejszym miejscu d… ciemnej.

To są oczywiście tylko spekulacje. Nie mam żadnych dowodów, że tak się stało, choć to, że białoruskie służby teraz sędziego maglują, a on im mówi wszystko, co wie, to oczywista oczywistość. Ale podejrzenie, że on się dał zwerbować jeszcze przed dojściem PiSu do władzy i dlaczego już wówczas był dla braci-Słowian interesujący, wyjaśnia działania sędziego. Znamienne, że on w 2022 próbował oskarżać Ziobrę i Piebiaka o aferę hejterską – dziś widzę to tak, że zeznając przeciwko Ziobrze, próbował zyskać przychylność post-ziobrowskiej prokuratury, której nadejście przewidywał. Ale afera hejterska to nic w porównaniu ze szpiegostwem na rzecz Białorusi, czyli Rosji. Aferę hejterską od biedy można by mu było wybaczyć, szpiegostwa nie. Zapewne kontrwywiad wyrwał się z paraliżu spowodowanego nadzorem Mario Kamińskiego i był o krok od aresztowania sędziego. W tej sytuacji sędzia uciekł lub też jego opiekunowie postanowili go ewakuować, żeby po zatrzymaniu nie wsypał innych.

(*)Z borówką, drodzy przyjaciele z Kongresówki.