Pan Twardowski śmieszył, tumanił, przestraszał. Jarosław Kaczyński podleczył „kolano” i wrócił do dawnej formy, przynajmniej na jakiś czas, a więc judzi, spotwarza i opluskwia. Na konwencji samorządowej (!) w Olsztynie powiedział, że
oikofobia […], czyli niechęć, czy nawet nienawiść do własnej ojczyzny i własnego narodu to jedna z chorób, która dotknęła części sędziów i która prowadzi do nieszczęść
Wiele osób komentuje, że wskazywanie nieprzychylnej sobie grupy społecznej lub zawodowej, w tym wypadku sędziów, jako wrogów narodu należało do podstawowych narzędzi propagandowych ustrojów totalitarnych, a przynajmniej totalitaryzujących, autorytarnych, niedemokratycznych. Zwolennicy PiS oburzają się na takie porównanie i kto wie, może w tym oburzeniu jest coś słusznego. Ja bowiem twierdzę, że nie był to cyniczny chwyt propagandowy. Ten człowiek naprawdę sądzi, że sędziowie, ich znaczna część, to zaprzańcy. Skoro bowiem ktoś, jak Kaczyński, jest przekonany o własnej nieomylności i publicznie twierdzi, że jest w nim czyste dobro – a nie był to chwyt retoryczny! – uważa, że tylko ludzie pełni złej woli, obcy agenci i zaprzańcy bądź też osoby skrajnie głupie, wręcz upośledzone umysłowo, mogą się z nim nie zgadzać.
Tym gorzej dla nas.
Kaczyński kontynuował:
Są sądy, które nie stają po stronie Polaków, tylko po stronie tych, którzy Polakami nie są
i to oczywiście jest niedobre. W ten sposób Człowiek z Drabinki zdefiniował jeden z dwu celów PiSowskiej „reformy sądownictwa”. Jednym jest oczywiście to, żeby żadne sądy nie śmiały sprzeciwić się politycznym decyzjom PiS, a w zasadzie decyzjom Kaczyńskiego i jego żądzy zemsty. To jest cel najważniejszy, choć zarazem szczegółowy. Celem drugim, ogólnym, jest by sądy stawały po stronie Polaków.
Innymi słowy, jeśli dojdzie do sporu prawnego Polak vs nie-Polak – do obojętnie jakiego sporu prawnego: o zapłatę, o wywiązanie się z kontraktu, o podatki, o jakiekolwiek relacje biznesowe, ale także o alimenty, o opiekę nad dziećmi, o pobicie czy znieważenie na tle narodowym – polski sąd ma, według Kaczyńskiego, imperatyw opowiadania się po stronie Polaka. No, pięknie. Tak oto Kaczyński kończy i z europejską zasadą równości wobec prawa, i z Alle Menschen werden Brüder, i z biblijnym „nie ma już Żyda ani Greka” (Gal. 3:28). Ciekawe, czy jeśli Polak najzwyczajniej ukradnie portfel Niemcowi czy Kanadyjczykowi, narodowość ofiary też miałaby być okolicznością łagodzącą? Ponure żarty na bok: Jawnie wypowiedziana zasada, że Polak stający przed polskim sądem ma mieć lepszą pozycję procesową, niż jego nie-polski przeciwnik, odstraszy inwestorów, turystów, zagranicznych studentów i w ogóle przyprawi nam jeszcze większą gębę ksenofobów i nacjonalistów, którym obce są podstawowe europejskie wartości.
Oto do czego prowadzą nasz kraj rządy człowieka, któremu około 40% wyborców chce powierzyć władzę absolutną. Brawo, wy.



Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.