W najnowszej Gazecie Wyborczej (Świątecznej) ciekawy wywiad z dr. Dawidem Wienerem z Zakładu Logiki i Kognitywistyki UAM. O tym, że dziś, w czasach natłoku informacyjnego, nasze mózgi działają inaczej, niż dotąd: mózg „oszczędza siły” i przetwarzając informacje, nie uruchamia struktur odpowiedzialnych za empatię, o ile informacja nie dotyczy nas osobiście. Podejrzewa się także, iż mózgi dzieci, wychowywanych przez telewizor, komórkę i komputer podłączony do sieci, rozwijają się inaczej, pod pewnymi względami działają jak mózgi osób dotkniętych autyzmem. Wszystko to jest bardzo frapujące, mnie jednak zainteresował pewien poboczny fragment:
…kontakt z książką, która pachnie i szeleści, jest dużo bardziej stymulujący. Czytanie to poniekąd poznanie ucieleśnione – embody cognition [tak w oryginale] – najbardziej naturalny i skuteczny sposób poznawania świata. Dowodem może być prosty eksperyment: dwie klasy, ten sam program. W jednej korzystano z książek, w drugiej z laptopów i tablicy świetlnej. I co? Uczniowie z elektronicznej klasy mieli problemy z wykorzystaniem wiedzy w praktyce.
„Embody” to chyba pomyłka, to nawet nie ma sensu gramatycznie. Zapewne chodzi o Embodied cognition. O ile kognitywistyka budziła dotąd u mnie podejrzliwość, gdyż podczas moich – nielicznych – kontaktów z tą dyscypliną odniosłem wrażenie, że jest to jakieś ponowoczesne bicie piany (sieci neuronowe dowodem na to, że Boga nie ma), o tyle wskazany tekst wygląda sensownie i będę się musiał z nim lepiej zapoznać (a także z tym). Mnie jednak zafrapował króciutki opis eksperymentu z dwiema klasami, „konwencjonalną” i „elektroniczną”. Widzę to bowiem w kontekscie dyskusji na temat nauczania (wykładania) przedmiotów informatycznych w dobie prezentacji komputerowych. Wykładowca przygotowuje swoje wykłady w postaci elektronicznej, wyświetla je studentom, potem udostępnia w sieci – w efekcie studenci często na wykładzie się nudzą, chodzi ich niewielu, ale potem egzamin zdaje o wiele więcej. W zeszłym roku dochodziło już nawet na naszym Wydziale do scysji pomiędzy pewnymi wykładowcami (na szczęście – jeszcze? – nie dotyczyło to mnie-wykładowcy) a studentami, którzy twierdzili, że takie wykłady to strata czasu. Ja nawet studentów poniekąd rozumiem, po co słuchać czegoś, co można in extenso przeczytać w sieci. Wykład prezentowany z komputera to nowoczesna forma przysłowiowego odczytywania skryptu przez wykładowcę; jedyna różnica polega na tym, że skrypt nie jest stary, może być (i często jest) co roku uaktualniany. Z drugiej strony trzeba spróbować zrozumieć i wykładowcę: starał się, zrobił slajdy najlepiej, jak umiał, zawarł w nich potrzebą wiedzę, wyświetlił slajdy, a potem opublikował je w sieci. Cóż jeszcze można było zrobić?! No, ja na swoich wykładach zawsze staram się mówić więcej i inaczej, niż jest na slajdach, staram się tłumaczyć, ale czy mam prawo oczekiwać tego od wszystkich wykładowców, także tych, którzy przygotowując swoje elektroniczne wykłady, naprawdę, naprawdę się przyłożyli?
Teraz jednak czytam, że w klasie „konwencjonalnej” wyniki były lepsze, niż w klasie „elektronicznej”. Czy w kontekscie wykładów na studiach wyższych miałoby to oznaczać, że studenci, którzy muszą słuchać i notować, więcej zrozumieją? Że ten element fizycznej interakcji z rzeczywistością (embodied cognition!), jaką jest zapisywanie, pozwala więcej zrozumieć? Natomiast bierne śledzenie gotowych prezentacji sprawia, że do słuchaczy mniej dociera? A może raczej chodzi o to, że wykładowca, który nie ogranicza się do wyświetlania następnych slajdów (ekranów), łapie lepszy kontakt ze słuchaczami i czuje, co powinien lepiej wytłumaczyć? Jedno i drugie brzmi sensownie. Prof. Staruszkiewicz zawsze twierdził, że na wykładach kursowych wszystko powinno się przeliczać ręcznie, tylko kreda i tablica. No dobrze, ale co z rysunkami (moja pierwotna motywacja do przygotowywania wykładów w formie elektronicznej) i skomplikowanymi przykladami, których nie można zrobić na bieżąco podczas wykładu? Nie wiem. Wiem natomiast, że nad dydaktyką w dobie komputera, beamera (i „klikera„), trzeba się poważnie zastanowić.
Pomysł: a może nasz Wydział mógłby zorganizowac konferencję na temat nowoczesnej dydaktyki informatyki na poziomie wyższym?