Sukces!

Dr Andrzej Duda bardzo chciał mieć sukces. Sukces na skalę międzynarodową. Chciał być dostrzeżony przez prezydenta Stanów, może nawet chciał jakiejś formy potwierdzenia sojuszu polsko-amerykańskiego. Co prawda Obama najpierw posadził Dudę przy jednym stoliku z nim samym i z Putinem, co było wyróżnieniem, ale potem musiał osobiście opieprzyć Dudę na szczycie NATO w Warszawie. Donald Trump był zachwycony przyjęciem, jakie Polska mu zgotowała rok później, a przy okazji sesji ONZ, wymienił z Dudą parę słów, gdy się spotkali przy windzie. Ale to wciąż nie było to.

Wreszcie, gdy PiS wstydliwie wycofał się kompromitującej nowelizacji ustawy o IPN, nadeszło długo wyczekiwane zaproszenie dla Dudy! Yes, yes, yes, spotka się z Trumpem, będzie w Gabinecie Owalnym! Uzyska dzięki temu międzynarodowe uznanie dla siebie i formacji, którą reprezentuje! Będzie sukces!

No i pan Duda pojechał ten sukces konsumować. Wczoraj go konsumował. Uważam, że dla Andrzeja Dudy była to wizerunkowa i prestiżowa katastrofa.

Pomijam nieporadny kontredans przy ustawianiu się do zdjęcia – każdemu może się zdarzyć. Pomijam żałosne podlizywanie się Trumpowi („Fort Trump”). Pomijam jedyny chyba konkret tej wizyty, mianowicie obietnicę, że Polska zapłaci Stanom Zjednoczonym kilka miliardów dolarów za utworzenie u nas stałej bazy wojskowej – za bezpieczeństwo trzeba płacić, ale kosztem czego? Ale panowie prezydenci postanowili podpisać wspólną deklarację. Tak podpisywali:

z23938689QAndrzejDudaiDonaldTrump_400x400

Upokorzony dr Duda w Oval Office

Prezydent Trump z poważną miną siedzi w fotelu za biurkiem, pan Duda stoi i niezbyt mądrze się uśmiecha. Nawet nie stoi, ale schyla się jak usłużny podwładny, jak sekretarz czy nawet jeszcze niższej rangi urzędnik, który gdzieś na rożku stołu notuje, co mu szef powiedział.

Tak się nie podpisuje dokumentów międzynarodowych. Wiadomo, że są kraje wielkie i potężne, jak USA, i mniejsze i słabsze, jak Polska. Ale dyplomacja bardzo dba o pozory: oficjalne międzynarodowe dokumenty podpisuje się w sposób uroczysty, z zachowaniem formalnej równości obu stron. USA, zmuszając (?) polskiego prezydenta do podpisania dokumentu w ten sposób, okazały Polsce całkowite lekceważenie. A pan Duda bez mrugnięcia okiem dał się ustawić w takiej służalczej, podrzędnej roli. Tak oto rządzona przez PiS Polska wstaje z kolan: Pozwala się traktować jak jakiś bantustan. Jak żebrzący pańskiej łaski klient.

Skądinąd jest to też dowód kompletnego braku profesjonalizmu ze strony polskich służb dyplomatycznych przygotowujących tę wizytę.

Pan Duda cieszy się, że na chwilę pozwolono mu wejść do salonu i z bliska przyjrzeć się jego wspaniałościom. Pewnie myśli, że inni też będą się cieszyć jego radością. Tymczasem pan Duda został przez prezydenta Donalda Trumpa upokorzony. Furda zresztą pan Duda, proceduralny prezydent, na którego nie głosowałem, który sam twierdzi, że nie jest moim prezydentem  i który nie od dziś niemalże każdym swoim czynem uwłacza godności sprawowanego urzędu. Ten gość przecież reprezentuje Polskę! Tak, Polskę Dudy, Kaczyńskiego i Leśnego Ruchadła, ale także moją, bo innej Polski w wymiarze międzynarodowym nie ma. To nie nieszczęsny pan Duda, który zapewne niewiele z tego rozumie, został upokorzony. To Polska została upokorzona.

Jest mi strasznie, strasznie przykro.

Jedna myśl na temat “Sukces!

Dodaj komentarz