Ustawa reformująca szkolnictwo wyższe przeszła przez Sejm z niewielkimi zmianami w stosunku do przedłożenia rządowego i trafiła do Senatu. Całą tę nowelizację uważam za chybioną, gdyż nie dotyka źródeł największych problemów trapiących polską nauke i szkolnictwo wyższe, tym niemniej Senat wciąż może wprowadzić poprawki, które uczynią ją mniej złą.
Znaczenia symbolicznego nabrał Artykuł 125 Ustawy – Prawo o szkolnictwie wyższym. Artykuł ten dotyczy zwalniania pracownika naukowego „z innych ważnych przyczyn”, a więc nie wtedy, gdy otrzyma dwukrotnie ocenę negatywną, zostanie skazany prawomocnym wyrokiem itp, ale wtedy, gdy władze uczelni arbitralnie uznają, że z tym panem lub panią współpracować już nie chcą. W wersji obecnie obowiązującej odpowiedni przepis brzmi:
Stosunek pracy z mianowanym nauczycielem akademickim może być rozwiązany również z innych ważnych przyczyn, po uzyskaniu zgody organu kolegialnego wskazanego w statucie uczelni.
Po nowelizacji w wersji rządowo-sejmowej brzmiałby on
Stosunek pracy z mianowanym nauczycielem akademickim może być rozwiązany również z innych ważnych przyczyn, po uzyskaniu opinii organu kolegialnego wskazanego w statucie uczelni.
Zmiana jest pozornie niewielka, „zgoda” zostaje zastąpiona przez „opinię”. Recz w tym, że opinia jest niewiążąca – choćby organ kolegialny in gremio sprzeciwił się zwolnieniu danej osoby, władze mogą się z tą opinią zapoznać, a potem postąpić wedle własnego uznania. Władze uczelni zyskają więc możliwość zwolnienia każdego nielubianego pracownika, z dowolnych powodów, także politycznych. Zgadzam się, że przepis ten będzie wykorzystywany bardzo rzadko, jeśli w ogóle, sprawa ma więc niewielkie znaczenie praktyczne, ale będzie istnieć groźba nadużycia, a przynajmniej wykorzystywania go jako straszaka.
Rzecz jest tym bardziej dziwna, że w Ustawie o instytutach badawczych analogiczny przepis (Art. 45 pkt. 4) brzmi
Stosunek pracy z mianowanym pracownikiem naukowym może być rozwiązany również z innych ważnych przyczyn, po uzyskaniu zgody rady naukowej instytutu.
Ustawę tę uchwalono 30 kwietnia 2010, weszła ona już w życie i logicznie stanowi część tej samej reformy nauki, co nowelizacja Prawa o szkolnictwie wyższym. Nie widzę merytorycznych powodów, dla których ta sama sprawa miałaby być inaczej regulowana w instytutach badawczych, inaczej na uczelniach. No, chyba że władza faktycznie postrzega wyższe uczelnie jako środowisko bardziej „wrogie”, na które należy przygotować grubszy kij. To byłoby bardzo groźne.
Jeżeli Senat – a konkretnie senatorowie Platformy, mający w Senacie większość bezwzględną – nie zmieni Artykułu 125, przywracając wymóg uzyskania zgody w miejsce niewiążącej opinii, Platforma strzeli sobie w stopę, narazi się bowiem na zarzut, iż przygotowuje sobie narzędzie do usuwania z uczelni przeciwników politycznych. Nie mam wątpliwości, że jeśli zostanie „opinia”, zarzut taki padnie – zapowiedź można zobaczyć już w stanowisku Solidarności.
Artykuł 125 jest jedną z tych pozornie drobnych spraw szczegółowych, na które Platforma nie zwraca uwagi, a które mogą kosztowac ją wiele głosów w jesiennych wyborach.